Krzysztofa Kolbergera podróż sentymentalna do młodości
Po królowej polskich seriali i dziennikarzu politycznym, dzisiaj kolej na prawdziwą Gwiazdę. Zaproszenie Tomka do Kampinosu przyjął bowiem i zjawił się na polance Krzysztof Kolberger - ceniony aktor teatralny i filmowy, także reżyser.
Jak przyznał sam, z muzyką nie ma nic wspólnego, po prostu bardzo lubi jej słuchać. Bez niej nie potrafiłby żyć. Gdyby przyszło mu kiedykolwiek w życiu robić coś innego, niż zajmować się aktorstwem, chciałby być muzykiem... chociaż nie gra i nigdy nie był edukowany muzycznie. Może dlatego spedził normalne dzieciństwo?
Dzisiaj wybrzmiewała muzyka raczej stonowana i nastrojowa, trochę podniosła – z różnych gatunków muzycznych - z lat '60 i '70 ubiegłego wieku. Wśród pieśni, z jakimi do Kampinosu przybył gość Tomka (Kina... hmm... Pytalskiego) i jakich można było wysłuchać, była i aria z musicalu, i ballady, i muzyka filmowa, ale była także odrobina rocka. Krzysztof Kolberger wybierał je 'pod siebie', może trochę egoistycznie - za co sumitował się, ale obrał taki właśnie klucz doboru utworów. Wszystkie one są związane z ważnymi momentami jego życia, wszystkie są zapisem ważnych emocji i niezapomnianych chwil, każda mu sie z czymś kojarzy - z pierwszą miłością, z jego 'pierwszym razem' z kobietą, z filmem, który go zafascynował, z pierwszą płytą, jaką przywiózł sobie z pobytu za granicą, z niektórymi etapami jego pracy zawodowej... Wrażliwy i sentymentalny Krzysztof Kolberger lubi słuchać nastrojowej muzyki, jak sam powiedział - z ubiegłego wieku, chociaż nie stroni także od muzyki współczesnej.
Prezentacja zaczęła się od The Beatles i Michelle, która kojarzy mu się z jedną z pierwszych miłości – niespełnioną i nieszczęśliwą. Potem był Paul Anka śpiewający przebój Soundgardenu – Black Hole Sun, muzyka z filmu 'Grek Zorba', aria Marii Magdaleny z musicalu 'Jesus Christ Superstar, Marek Grechuta i Wiosna, ach to ty, Edith Piaf, Ewa Demarczyk, Wsiąść do pociągu byle jakiego Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Maryli Rodowicz, Danuta Rinn i Gdzie ci mężczyźni. Na końcu wybrzmiał Wonderfull Life Luisa Armstronga.
Rzeczą niespotykaną w rockowej stacji jest muzyka poważna. Dzisiaj był taki przypadek. Do programu Krzysztof Kolberger wybrał bowiem Mozarta i jego Lacrimosę, a także Concierto deAranjuez Joaquina Rodrigo.