Nie da się ukryć – dzisiaj Prima Aprilis, czyli dzień, w którym bezkarnie robi się sobie nawzajem dowcipy i psikusy, a nabieranie i oszukiwanie jest na porządku dziennym. Które z dzisiejszych wiadomości były zgodne z tradycją tego dnia wesołków i humoru - niech każdy osądzi sam.
Może ta o Dariuszu W., ksywka ‘wdowa’? Dosyć głośno jest ostatnio o tej znanej ze świata sportu postaci. Już się niby przyznał w prokuraturze, że branie i dawanie w łapę nie jest mu obce, ale teraz idzie w zaparte i stanowczo zaprzecza, żeby kiedykolwiek i komukolwiek cokolwiek dał – tudzież przyjął. Wysyła oświadczenia do stacji radiowych i telewizyjnych, że on nic z tych rzeczy. Tłumaczy przy tym, że płacił tylko za rzetelne sędziowanie i wcale nie miał na myśli jakichkolwiek korzyści (dla siebie, dla sędziów, klubu czy piłkarzy). Swoim zachowaniem bardzo przypomina ‘ameryckiego’ ex prezydenta Billa Clintona, który palił, ale się nie zaciągał...
A może inna szokująca wiadomość, też związana ze sportem? Tym razem chodzi o Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Podobno polscy sportowcy pojadą do Państwa Środka - co nie było takie do końca oczywiste w świetle ogólnoświatowego protestu i chęci bojkotowania imprezy z powodu wydarzeń w Tybecie. Pojadą i zaprotestują... po swojemu, a mianowicie... nie będą zdobywać żadnych medali. No, ta wiadomość wydaje się być bardzo rzeczywista i wiarygodna. To da się zrobić bez trudu. A tak w ogóle, to słuszna racja i słuszny protest.
A może wiadomość o chrześcijańskiej Telewizji Puls, która w trosce o morale widzów cenzuruje filmy i wycina z nich (przed emisją) co pikantniejsze, odważniejsze sceny erotyczne, a w ich miejsce puszcza reklamy? Ojcowie franciszkanie, którzy są związani (m.in. uczuciowo) ze stacją, zamiast modlić się, zajmują się wycinankami. I tną ostro. Ostatnio wyciepali co nieco w Gorączce Agnieszki Holland i w Perle w koronie Kazimierza Kutza. Kastrując filmy, wzorują się podobno na purytańskich praktykach amerykańskich. W Stanach (Zjednoczonych) stacje chrześcijańskie tak właśnie postępują.
A może wiadomość o windzie w eleganckim blokowisku krakowskim, która żyła własnym życiem? Jeździła co prawda po piętrach (skrzypiąc przy tym niemiłosiernie), ale lubiła także postać w jednym miejscu, spaść niespodziewanie parę pięter w dół lub też uruchomić się niespodziewanie w środku nocy. Straszyła skutecznie, dobrze, że nie zabijała...
Było jeszcze parę innych wiadomości do wyboru i zdecydowania, która jest prawdziwa - o programie 'Owca Plus' i ewentualnych dotacjach Unii Europejskiej dla hodowców baranków i (ł)owiecek, o Płocku jako miejscu, w którym rzeczy dzieją się inaczej, czy też o zaradnych Włochach, którzy potrafią (wy)zdobyć pieniądze (np. z kasy sklepu) bezkrwawo, stosując jedynie hipnozę.
Najprawdziwszą wiadomością, a jednocześnie najprawdziwszym wydarzeniem w dzisiejszych Kurrantach, była wizyta w studiu - na żywo - Big Cyca, świętującego od pięciu dni swoje 20-lecie. Z tej okazji bywają to tu, to tam – wczoraj chociażby bawili się i zabawiali innych w Enklawie i Hard Rock Cafe, dzisiaj wpadli do AntyRadia. W kondycji są niezłej, trzymają się nieźle i już obmyślają, jak będą celebrować swoje pięćdziesięciolecie. Obchody chcą zorganizować w Ciechocinku, przy tężniach. I to była primaaprilisowa prawda w Kurrantach. Tego będziemy się trzymać.
Jutro środa i też bardzo dobry dzień, aby dać się obudzić o 7:00 i postawić na równe nogi. Do jutra. :)