Dzisiaj wsiedli do pociągu (byle jakiego) i nie dbając o bilet... przejechali się.
Zaczęli od bardzo atrakcyjnego i dobrze płatnego zawodu – 455 złotych za godzinę, zajęcie legalne, z ubezpieczeniem, obowiązki wykonuje się dwa razy w miesiącu, ale jak się nie chce, to nie trzeba zrywać się z łóżka i stawiać się w miejscu pracy. Gdyby ktoś nie wiedział, o co chodzi... Mowa o profesji senatora RP, któremu i tak życie (zawodowe) różami się ściele. Przychodzi mu bowiem pracować (a na pewno przyjdzie) w bardzo miłym otoczeniu... kwiatów. Zatroszczyli się o to koledzy posłowie, stwierdzając, że praca w szaro-burych salach sejmowych jest okropna i trzeba je umaić roślinkami. Zupełnie inaczej zabiera się wtedy głos w debatach i naciska guziczki przy głosowaniu. A że Sejm wyda na kwiaty ponad osiemdziesiąt tysięcy złotych, to już naprawdę szczegół. Zawsze jest 'cos' za 'coś'. Można być senatorem, można być i złodziejem. Jedno drugiemu nie wadzi, jak zauważył Dżadżyk. Jako pacholę, chciał nawet nim zostać – znaczy się złodziejem – ale ze wstydu, że taki pomysł przyszedł mu do głowy, schował się od razu pod krzesło, gdy to głośno powiedział. Ale jak już coś robić, to z pomyślunkiem, nie tak jak złodzieje, specjalizujący się w napadach na bank, którzy dali się złapać policji z własnej głupoty gubiąc przy ucieczce pieniądze i zostawiając tym samym za sobą ślad, czy ci, którzy śmigali po ulicy z ukradzionym manekinem metrowej wysokości (reklamującym klocki lego), czy też ci, co uciekali ze złożoną meblościanką. Tak jakby trochę rzucali się w oczy narodu i władzy... Brakiem profesjonalizmu wykazali się także urzędnicy prokuratury w Białymstoku, prowadzący sprawę prezydenta Olsztyna, oskarżonego o gwałt i molestowanie urzędniczek. Do miejsca pracy poszkodowanych kobiet wysłali wezwania do złożenia zeznań i wiele nie trzeba było, aby ich nazwiska poznał nie tylko cały urząd, w którym pracowały, ale także całe miasto. A poza tym... Zwierzaki znowu zaistniały w Kurrantach, przede wszystkim za sprawą samego prezydenta RP, którego czytelnicy czasopisma Koty wybrali – za miłość do sierściuchów – Kociarzem Roku. Okazuje się, że gorące uczucie do zwierząt (przede wszystkim kotów), to słabość w rodzinie najsłynniejszych bliźniaków IV RP. Patrz pani Popiołkowa, a wydawało się, że zniewalają one tylko byłego premiera! Sympatyczne i jakże oddane dla swoich gospodarzy okazały się także dwa boćki (każdy z innej parafii), które nie odleciały do ciepłych krajów, zostały na zimę w Polsce i zaprzyjaźniły się z ludźmi, a także żuraw ze złamanym skrzydłem. Każdy z ptaków pilnował obejścia swoich państwa lepiej od psa. Jutro Walentynki, a w piątek w Kurrantach rozstrzygnięcie konkursu na walentynkowe wyznanie, przesłane wysokiemu jury do oceny SMS-em (7168). Dla przypomnienia: można wygrać darmowe zakupy w CH Arkadia (Warszawa), kartę wstępu do fitness clubu (Katowice) lub coś z muzyki (Kraków). Kolacja z afrodyzjakami z ukochaną/ukochanym – na koszt własny. Gdyby ktoś nie wiedział, co należy na nią przygotować, można „odgapić” pomysł od wielkich kochanków – Casanovy i Don Juana. Oni dla wigoru wzmacniali się ostrygami, omletami z tuzina jaj z obowiązkowym dodatkiem ziół (bazylia, lubczyk) oraz czosnku. Nieodzowna jest także czekolada – wszystko jedno w jakiej postaci, może być na popitkę lub tak, do pogryzienia. Najlepiej czarna. Gdyby przydarzyła się plama z czekolady, pani Krysia ma patent, jak ja wywabić.