KurrANTY - 25.02.2008 - Polskie penisy są za krótkie
Na zegarach 7:00. Siema!
Oj, nieciekawie zaczyna się ten tydzień. Ciężko chyba było Kurrantom głosić takie niedobre wiadomości, ale cóż - takie jest życie. Najpierw ta z nocy - o Katyniu Andrzeja Wajdy, który w Los Angeles nie został uhonorowany przez Amerykańską Akademię Filmową statuetką Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego, chociaż już był w ogródku i już witał się z gąską. Poległ, bidusia, w nierównej walce z austriacko-szwajcarską produkcją (Fałszerze). Nie udało się też faworycie Telewizji Polskiej - Nataszy Urbańskiej wywalczyć udziału w konkursie Eurowizji. No tak, ale jak miało się udać, jak nie trafiała ani w nuty, ani w takt. Lepiej robiła to inna piewica (czy piewiec, jak to komentują złośliwcy)... Isis Gee i to ona będzie reprezentowała Polskę w tych zawodach.
Wiadomość, o której za chwilę, zwala z nóg. Okazuje się, że... polskie penisy są za krótkie i nie trzymają norm unijnych! Matko Przenajświętsza, jak to możliwe? Ano jest, nie ma żadnej ściemy. Wszystko dokładnie zostało zmierzone, tak jak trzeba – od nasady, a dokładnymi pomiarami męskiego przyrodzenia zajęli się specjaliści unijni. Miarę zdejmowano z 50 tysięcy penisów, przynależących do dorosłych mężczyzn, zamieszkujących Unię Europejską. Z zestawienia, zrobionego w oparciu o stosowne pomiary, wynika, że nieźle wyposażeni w tym względzie są Szwedzi, a tuż za nimi Włosi i Niemcy. Nie dość, że trzymają się europejskich norm – hmm... od 14 do ponad 18 centymetrów, to zdarzało się, że niejedna ‘duma’ facetów przekracza (nie wiadomo tylko, czy ujęte w unijne dyrektywy) rozmiary. Polacy... hmm... zajmują jedno z ostatnich miejsc...
Z normami nie ma żartów, trzeba je przestrzegać. Niemcy są skrupulatni w tym działaniu do bólu. Potrafią wymierzyć mandat - szczególnie Polakom - za ‘niemanie’ prawidłowo wyposażonej apteczki samochodowej, a oznacza to ni mniej ni więcej, co możliwość zapłacenia mandatu (w wysokości 10 euro), jeśli chociażby nożyczki, będące na jej stanie, odstają od normy o... 14 milimetrów. I za co oni tak na nas się mszczą?
Pecha miała też minister Barbara Kudrycka (nauka i szkolnictwo wyższe), która w ubiegłym tygodniu została przyłapana na tym, jak po pracy pojechała służbowym mercem (z kierowcą) na zakupy. A już miał być koniec z jeżdżeniem rządowymi brykami do solarium, do centrów handlowych i gdzie tam jeszcze w sprawach prywatnych kazali wieźć się politycy.
Budujące jest to, że nie tylko Polakom wiatr w oczy wieje. Weźmy takich Rumunów, którzy z wielką chęcią pobierają różne nauki - bez względu na to czy są to szkolenia sponsorowane przez Unię Europejską, czy też nie. Żeby ukończyć kurs dla pasterzy, gwarantujący dyplom i tytuł kwalifikowanego bacy - jedno i drugie uznawane we wszystkich krajach unijnych - muszą przeznaczyć na niego 72 dni. Tutaj z satysfakcją należy przypomnieć, że za Macierki, w kraju nad Wisłą, kwalifikowanym szpiegiem zostawało się w zaledwie 17 dni, ha! W Rumunii kurs na bacę obejmuje ponad 700 godzin nauki - w tym oczywiście wykłady i zajęcia praktyczne. Ciekawe zresztą, czego tak naprawdę uczą się rumuńscy pasterze na takim kursie...
Na zakończenie będzie jednak coś na pocieszenie: nowy PowerPlay Machina, który rządzi w tym tygodniu. To utwór zespołu You Say Party! We Say Die! - Like I Give a Care.
Jutro też jest dzień! Może będzie lepszy w wiadomości. Do jutra. :)