 Dzisiaj Dzień Zakochanych, zwany potocznie Walentynkami.
Wszędzie czerwone serducha i wydaje się, że love is in the air. Vitu ten dzień wyraźnie nie pasuje, ale chyba więcej w nim przekory, niż prawdziwej niechęci. Na pewno chciałby dostać wyznanie pełne... nagiej prawdy od swojej Walentynki. Jeszcze tylko dzisiaj ma ona szansę skorzystać z kluczowego numeru 7168 i wysłać SMS-a z życzeniami. Jutro – rozstrzygnięcie i będzie wiadomo, kto pojedzie do Tunezji, kto zrobi za darmochę zakupy w warszawskiej Arkadii, a kto skorzysta z klubu fitness w Katowicach. A tak przy okazji... kto by przypuszczał, że czerwony kolor, uważany za kolor miłości, jest dobry prawie na wszystko – działa pobudzająco, leczy depresję, poprawia przemianę materii i podnosi seksualność. Lek na całe zło, nie ma co!
A tak w ogóle, to świat ma sie chyba ku końcu. W CBA funkcjonariusze czerpią wiedzę operacyjną z bardzo kolorowych pism (została zamówiona nawet dla nich roczna prenumerata paru tytułów), ABW przydziela premie – i to nie liche – urzędnikom po trzech tygodniach pracy, księża kradną na potegę i ściągają z Internetu kazania (zjawisko staje się coraz bardziej powszechne), policjanci biorą, a w lidze europejskich kochanków, polscy faceci wypadają gorzej niż ustawa przewiduje, zajmując w stosownych notowaniach niechlubne, ostatnie, miejsce. Mało tego – okazuje sie, że brak im doświadczenia w ars amandi. Według badań firmy Durex, mają oni w ciągu życia zaledwie 12 partnerek, podczas gdy plasujący się na 1. miejscu Austriacy - aż 30! Z polskimi kobietami wcale nie lepiej – statystycznie mają zaledwie 5. kochanków w ciągu swojego życia. Tylko dlaczego Jah Jah obśmiał się jak norka, gdy usłyszał tę wiadomość?
Nie dość, że marni z nich kochankowie, to jeszcze jacyś tacy słabowici. Weźmy takich śmieciarzy. Powinni mieć krzepę jak tur, powinni być zaprawieni w dźwiganiu – w końcu podnoszą codziennie nielekkie kubły pełne śmieci, a oni po całym dniu pracy wymiękają, są zupełnie bez sił i wymagają regeneracji. Po powrocie do bazy, nadają sie jedynie do masażu. I są masowani.
Jak ma nie być końca świata, kiedy wszechpolak o skrajnie prawicowych poglądach, który znany był do tej pory z odważnych oświadczeń, dotyczących chociażby parady równości i aborcji, znalazł intratną robotę i został kimś ważnym u Rzecznika Praw Dziecka. Ciekawe, czy przychodząc do pracy wita się gestem, przypominającym do złudzenia zamawianie pięciu piw... tfu... pięciu szklanek mleka.
Dzisiaj pani Krysia radziła, jak pozbyć się osadu, który odkłada się w wazonie (kryształowym) na kwiaty. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się on przydać. Lepiej, żeby był czysty.
Aha, pamiętajcie o głosowaniu na lutową Kurrantę. Dzisiejszą faworytą Vita była wiadmość z Faktu o deklaracjach walentynkowych, typu 'będę podawać śniadania do łózka, nie będę rozrzucać brudnych skarpet(ek) po mieszkaniu, będę kupować kwiaty' (o, i wazon oczyszczony przez pania Krysię jak znalazł) – to jego przyrzeczenia i zobowiązania, czy 'nie będę chodziła po mieszkaniu w papilotach, będę zastanowiała się głęboko zanim kupię drogi ciuch' – to niby jej deklaracje. Szczyt infantylizmu...
Do jutra. :) |