Na zegarach 7:00. Kurranty czas zacząć, tak więc... ready, steady, go!
W czym robić, aby się nie narobić, a zarobić? Oto pytanie warte największych starań szukających pracy. Przeglądając szokujące wiadomości ‘na rozbudzenie’, Kurranci przyjrzeli się trochę różnym profesjom, które z tychże wiadomości się wyłaniały. Niektóre wydawały się niezwykle interesujące i nie wymagające przy tym wielu kwalifikacji i umiejętności. Były też i takie, dzięki którym można zostać bożyszczem tłumów w ciągu jednego wieczoru. Po piątkowej imprezie w warszawskim klubie M-25, zorganizowanej przez Ministerstwo Pracy z okazji zakończenia Europejskiego Roku Równych Szans, w której udział wzięli tranwestyci i ich sympatycy, mogą liczyć na to na pewno drag queens. Podczas występu wypudrowanych i wymalowanych facetów, w kierunku sceny leciały płomienne wyznania miłości. Dwie ‘królowe’ i bez nich były w siódmym niebie – śpiewały, tańczyły, całowały się w same usta. Toż to czyste połączenie przyjemności, radości i łatwego pieniądza, które (to tak przy okazji) wykłada ze swojej kieszeni podatnik. Takie podobno najłatwiej się wydaje i takimi bez kłopotu się gospodaruje.
Jeśli ktoś ma uczulenie na puder i tusz lub na wysokich obcasach nie potrafi śmigać, powinien zainteresować się ofertą pewnego znanego producenta napojów z promilami. Poszukuje on chętnych do wykonywania niezbyt skomplikowanego zawodu testera, którego praca polega na nabieraniu w usta wody ognistej i po paru chwilach wypluwaniu jej - bez połykania. Każdy w tej robocie się nada - i młody, i stary, i brzydki, i ładny. Wydaje się, że największe szanse mają ci z patentem sternika, jako że jedynym wymogiem, aby złapać tę fuchę jest... ‘odporność na bujanie’ - jak wynika z oferty zamieszczonej w jednym z dzienników. Ciekawe, co to oznacza w praktyce...?
Jeśli nie drag queen i nie testerem alkoholu (jak również testerem w Formule 1, o czym wie najlepiej Robert Kubica), to może dzielnym policjantem - obrońcą praworządności, który i poważnego przestępcę złapie i złodziejowi nie da uciec. Pan władza może zatrzymać, wylegitymować, rzucić o glebę lub zastosować inny środek przymusu bezpośredniego (ostrzegając przedtem, że będzie strzelać). O sukcesach policji trochę już było ostatnio w Kurrantach, ale od przybytku głowa nie boli – dorzućmy i ten, wielce spektakularny: na warszawskiej Pradze przeprowadzono brawurową akcję, w wyniku której aresztowano czterech Wietnamczyków i zajęto im... dwa tysiące bejsbolówek. Ponoć były podrabiane, chociaż azjaci handlowali nimi od 10 lat i nie bardzo rozumieli, dlaczego dopiero teraz wzbudziły one zainteresowanie stróżów prawa.
A może politykiem? Habakuk chciałby (Zostanę politykiem), chociaż Tomek Lipiński im nie wierzy. A taki polityk i jego rodzina nie zginie i zawsze wyjdzie na swoje. Służbowa bryka podwiezie jego dzieci na zajęcia pozalekcyjne, a żonę na zakupy – szybko i sprawnie. Ostatnio w ten sposób ułatwiała sobie życie mama Gosiewska, co złośliwa prasa nie omieszkała zauważyć.
Czy w ogóle warto starać się o nową pracę, skoro świat ma się ku końcu? Dowodem na to jest pewna budowla (strzeżona i monitorowana), postawiona na norweskiej wyspie, 150 metrów pod powierzchnią wiecznej zmarzliny, w której przechowuje się szklane pudełka z nasionami z różnych zakątków świata. Mówi się, że niedługo mogą być cenniejsze od złota.
Jah Jah i Vito, nie szukajcie sobie zajęcia nigdzie indziej – zostańcie w Antyradiu ze swoimi wiernymi słuchaczami. Tu jesteście potrzebni. :)
PS. Power Play ten sam, co w ubiegłym tygodniu – The Futureheads i The Beginning of the Twist.