 Jedni podliczają swoje dochody w końcu miesiąca, inni koło dziesiątego, jeszcze inni każdego dnia. Każdy ‘żebrze’... tfu... zarabia na swój sposób.
Bardzo intratnym zajęciem wydaje się być prawdziwe żebractwo, uprawiane najczęściej w centrach miast – chociażby na dużych skrzyżowaniach. Złotówka, dwa złote, nieraz jakieś euro – co kilkanaście minut w czapce lub dłoni proszącego o wsparcie lądują kolejne monety. W ciągu godziny można nieźle zarobić, nie wylewając z siebie wiele potu. Najważniejsze, żeby wyglądać ubogo i mieć w zanadrzu jakąś kartkę z koślawymi literami, informującą na jaki cel zbiera się pieniądze. Znakomita większość proszących o datki uczyniła z żebractwa sposób na stały dochód.
Niektórzy żebracy (inwalidzi) mówią, że zbierają na protezę. Nieraz jest ona potrzebna i innym, którzy nie utrzymują się z żebractwa, a są niepełnosprawni. Smutne jest to, że w takiej sytuacji nie znajdują oparcia w systemie, stworzonym przez państwo, ze strony którego oczekuje się w tym względzie jakiejś pomocy. Ale co mają zrobić, jeśli przepisy są chore, a decydenci niepełnosprawni... umysłowo? W polskich przepisach prawa dokładnie zostało określone, kogo można uznać za niepełnosprawnego i... uwaga, to naprawdę jest chyba groteska, to chyba z Kafki... przypadek braku jednej ręki to nie jest niepełnosprawność (sic!). Żeby być uznanym za niepełnosprawnego, trzeba nie mieć albo nogi i ręki, albo dwóch nóg, albo też dwóch rąk. Temu misiu, który stworzył taki przepis nie można pomóc, niestety. To nieuleczalny przypadek... niepełnosprawności umysłowej.
Natomiast przygoda, jaką przeżył niejaki Mieczysław z Koroszczyna powinna zakończyć się dobrze, chociaż było i śmieszno i straszno. Otóż, wracał on rowerem do domu, gdy w pewnej chwili zajęły się jego spodnie i zaczął płonąć. Turlanie się po ziemi nic nie dało, ogień ugasił gaśnicą przejeżdżający obok kierowca. Snuto różne teorie co do przyczyn tego wypadku – jedni twierdzili, że struktura materiału spodni i intensywne pocieranie o metalowe części roweru spowodowały wzrost temperatury, inni byli zdania, że pan Miecio miał... ogień w portkach i nie było zmiłuj się – musiał zapłonąć.
Szykuje się dramat w footballu i nie wiadomo, czy sędziowie nie pójdą żebrać. Kurranci dotarli do tajnego raportu, z którego wynika czarna przyszłość tej dyscypliny sportu, a właściwie nic dobrego dla sędziego, odgwizdującego spalone, faule i bramki podczas meczu. Jego praca zostanie w maksymalnym stopniu skomputeryzowana, pecet wyręczy go prawie we wszystkim, a póki co nie wymyślono jeszcze systemu, pozwalającego komputeru brać w łapę...
Żebrać pójdą też repasaczki rajstop, jako że wymyślono elastyczną substancję, doskonale nadającą się do tego, aby rajstopy z niej produkować, która sama naprawi się w wyniku uszkodzenia. Jak pójdzie oczko, nie będzie trzeba ratować się lakierem do paznokci albo mydłem (hmm... to może być trochę niejasne dla facetów, ale takich zabiegów w kryzysowej sytuacji niewiasty naprawdę dopuszczają się). Wieczne rajstopy? Nie do zdarcia? I nie do podarcia? To chyba dla bandziorów, nie dla kobiet. One lubią zmiany, także w rajstopach.
A poza tym? No, działo się. Znawca flory i fauny wszelakiej (Dżadżyk) odtwarzał ‘głosy’ ptasząt i zwierząt, bliżej nieznany ‘literat’ uświadamiał, kto jest prawdziwym Polakiem, kochający inaczej w Poznaniu wymierzali sami karę okradającym ich bandziorom, Kanadyjczycy śpiewali Power Play Machiny...
Żebrzę dalej, jutro płacą. :) |