Spowiedź przez Internet? A czemu nie? Po możliwości zamawiania do domu księdza z komunią (nie tylko przez obłożnie chorych), o czym było parę dni temu w KurrANTACH, tylko krok do spowiedzi przez Internet.
Wszystko jest na dobrej drodze, trzeba tylko trochę poczekać. Póki co objawiło się coś w rodzaju jej zwiastunu. Taką możliwość wygadania się przed księdzem, z wykorzystaniem najnowszych technologii, stworzyli duchowni z Lichenia. Wyszli naprzeciw potrzebującym, którzy muszą wyrzucić z siebie nieraz swoje problemy rodzinne i osobiste, żale na niedobrą żonę lub nienajlepszego męża i zaczęli pełnić dyżury na wynalazku zwanym Skype. Każdy może zadzwonić i wygadać się. Księża tworzą - w ich mniemaniu - pomost pomiędzy dzwoniącymi, a cudownym obrazem Matki Boskiej. Szybko, sprawnie, bez ruszania się z domu. I wygodnie - w końcu i rachunek za rozmowy można zapłacić przez Internet.
Kwestia jak zarobić pieniądze (a nie przepracować się) i przy okazji ominąć podatki, została chyba rozwiązana. I nie chodzi tu o żebractwo, omówione wczoraj. Dawniej zatrudniało się niepełnosprawnych, ale to już jest passé, teraz zatrudnia się bezrobotnych wolontariuszy. Na taki pomysł wpadł Ogólnopolski Związek Zawodowy Miast i Wsi (w skrócie: Rybnik 90). Zarabiają na praniu brudów... górniczych. Za kilogram ciuchów do wyprania biorą połowę tego, co wzięłaby konkurencja, a trochę ton prania w skali miesiąca (być może nawet i pięćdziesiąt) - jest. Istota pomysłu polega na tym, że Rybnik 90 nie zatrudnia pracowników na etat. Praczami są bezrobotni wolontariusze, którzy pracują za darmo. I powinni się z tego faktu cieszyć - jak nie pracują, to mają czas i mogą coś zrobić, chociażby z nudów. Związkowcy wygrali przetarg w kilkunastu kopalniach, proponując konkurencyjne (czytaj: dumpingowe) ceny. I zarabiają - chyba nieźle.
Nie wiadomo kto i ile (i czy w ogóle) zarobił na ceremonii ślubnej, jaka miała miejsce w Indiach. Wzięło w niej udział coś tak około trzech tysięcy zaproszonych gości, którzy przywieźli ze sobą wspaniałe prezenty. Panna młoda miała suknię z trenem długości pięciu metrów, pan młody był ubrany nieprzesadnie elegancko, a celebransem uroczystości był najprawdziwszy ksiądz. Pora przedstawić głównych bohaterów tej wzruszającej ceremonii... Były nimi dwie sympatyczne małpy.
Czeskie linie lotnicze, które postanowiły zmienić kod, oznaczający ich akcje, też nie miały niczego innego na uwadze jak poprawienie koniunktury i... zarobek. Okazuje się, że przywiązuje się jednak uwagę do liczb – niektórzy jak ognia unikają chociażby pechowej trzynastki (takiego numeru rzędu w samolocie nie uświadczysz). Czeskim liniom lotniczym chodziło jednak o inną cyfrę, a mianowicie ‘szóstkę’. To jej chciano pozbyć się z kodu, gdyż obawiano się... diabelskości, jaka za nią stoi.
Zarabia też MSWiA, prowadząc ogródek piwny pod oknami ministerstwa (dokładnie pod oknami ABW), zarobi też ten, kto kupi upadłą posiadłość Micheala Jacksona, zarobią ci (w sensie zyskają), którzy kupią najnowszy numer Machiny. Jest tam ciekawy artykuł o Zbyszku Wodeckim. Nie zarobi natomiast pewien Duńczyk, który chciał przemycić z Polski do Danii, bez stosownego pozwolenia, traktor. Tym razem celnicy nie strajkowali i byli na miejscu. Nie pozwolili na to, aby dzieło sztuki z lat pięćdziesiątych wypłynęło z Polski. No cóż, nie udało się temu Duńczyku.