Może od wydarzenia, którym żyła wczoraj Warszawa, ba! Polska cała. Chodzi o finałową galę dorocznego plebiscytu Telekamery tygodnika Tele Tydzień, w którym widzowie wybierają najbardziej lubiane i cenione osobowości telewizyjne, seriale, gwiazdy muzyki i aktorów. Telekamery zostały rozdane, a ceremonia nagradzania twarzy telewizyjnych w dziesięciu kategoriach odbyła się z pompą i zadęciem w Teatrze Polskim. Było wzruszenie, satysfakcja, autentyczna radość z powodu zwycięstwa i nie mniej autentyczna radość, że komuś się nie udało. Zaproszona zagraniczna gwiazda nie dojechała do Warszawy, ale zastąpiły ją gwiazdy rodzimej produkcji – zgodnie ze swoimi możliwościami. Wszyscy nagrodzeni serdecznie dziękowali swoim rodzinom i kolegom po fachu, a aktor Paweł Małaszyński poszedł na całość i podziękował publicznie nie tylko żonie, ale i... kochankowi. Co zaskoczenie może zrobić z człowiekiem... Sypie się, po prostu.
Warszawa i cały kraj nad Wisłą żyły też meczem Polska-Finlandia w piłkę kopaną. Tak naprawdę, to polscy piłkarze rozegrali dwa mecze. Jeden - ten w Madrycie - był udziałem piłkarskiej młodzieżówki, którą już po przylocie do Hiszpanii dopadł pech... Kłopoty młodocianej drużyny zaczęły się grubo przed rozpoczęciem meczu, a to za sprawą madryckiej obsługi na lotnisku w Hiszpanii, która zgubiła polskie stroje narodowe piłkarzy. Nie było wyjścia – piłkarska młodzieżówka wyszła na boisko w... strojach norweskich, które były akurat pod ręką i udało się rozegrać to spotkanie, ale co się narobiło, to się narobiło. Zagubione stroje wywołały bowiem niemały galimatias, chociażby w statystyce. Jak ująć to zwycięstwo, żeby było dobrze? Ano, jakoś się pomyśli.
Na uczelniach sesja i studenci zakuwają do egzaminów. Student (żebrak, ale pan) stwarza sobą wielce charakterystyczną postać - w wyciągniętym swetrze, w okularach ze szkłami jak denka od butelki po jabcoku, włosy zmierzwione i domagające się kontaktu z fryzjerem lub przynajmniej grzebieniem, buciory rozdeptane, błędny wzrok. Może się tak zdarzyć, że w ręku takiego indywiduum znajdzie się książka, zawierająca wiedzę niezbędną do zdania egzaminu. Dla takich i innych studentów, a szczególnie tych z uczelni technicznych, zwanych potocznie polibudami, pewna krakowska agencja rozpoczyna kurs pod hasłem ‘Inżynier z kulturą’. Wiedza z niego wyniesiona może się przydać po zdaniu tego ostatniego – najważniejszego – egzaminu na uczelni. Ale dlaczego ma to być kurs, adresowany szczególnie do studenta politechniki?
Hiobowych wiadomości Kurranci wygrali więcej, ale może poprzestańmy na tych. Oczywiście nie zabrakło pani Krysi z dobrą radą, jak uprać firanki, małych żółtych rączek oraz mistrzów mowy polskiej. Wybrzmiał także nowy PowerPlayMachiny - Let Me In kanadyjskiej kapeli Hot Hot Heat.