Tematem, a właściwie parą przewodnią środowej Antylisty był ON - intelektualista z Krakowa i ONA - tylko z Krakowa. ONA postanowiła go spakować i odesłać do Krakowa, a Michał i Kuba postanowili uratować ICH małżeństwo. ONA ma do niego pretensje, że ciągle szyje na tej maszynie, ON wychodzi wtedy bez słowa i snuje się po mieście. Łatwo go rozpoznać po szaliku Burberry i martwych łabędziach, które zostawia za sobą. Koniec idylli na Saskiej Kępie. Michał i Kuba postanowili wyręczyć Nelly w przeprowadzce i w tydzień przeprowadzić Janka do Krakowa. To była wyjątkowo dramatyczna rozmowa: ONA krzyczała "Janek, nie szyj teraz!", a na pytanie właściciela firmy, kiedy ma zorganizować przeprowadzkę, odpowiedziała, że od razu. Nie ma zresztą tak dużo do przewiezienia: kilka kartonów i szalik. Więc kiedy ON znowu poszedł snuć się po mieście, chłopcy z Antylisty znaleźli mu piosenkę - Czarny chleb i czarna kawa. Sama piosenka to jednak za mało, kiedy potrzebna jest pomoc specjalisty. I taki telefon z prośbą o udzielenie natychmiastowej pomocy psychologicznej wykonali w imieniu mieszkańców Saskiej Kępy. Bo ON wychodzi rano z domu i snuje się po okolicy, już dzieci się go boją, nie mówiąc o łabędziach, które nie miały nawet czasu się przestraszyć, bo je zagryzł. Nie reaguje, kiedy się do niego krzyczy "Idź, stąd dziadu!" i "Puść tego łabędzia!". Niestety, lekarz po drugiej stronie słuchawki wykręcił się od udzielenia pomocy i polecił skontaktować się ze Strażą Miejską albo pogotowiem. Kolejny telefon Michał i Kuba, tym razem w imieniu klubu PiS, wykonali do Gabinetu Hipnozy i Psychoterapii w Ciechanowie. Chcieli tam poddać Janka hipnozie, która miała go wyleczyć ze snucia się i w ten sposób zażegnać kryzys małżeński. Bo przecież ON to już nawet przestał się odzywać, tylko na czarno się ubiera, w płaszczu i kapeluszu tylko wychodzi, a potem z piórami łabędzia na tym płaszczu do domu wraca. Specjalista od hipnozy i psychoterapii nie okazał się jednak specjalistą od problemów małżeńskich i odesłał Michała i Kubę do psychiatrii. I naprawdę niewiele brakowało, by Janek został pacjentem Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Międzyrzeczu. Chłopcy zarekomendowali go jako beznadziejny przypadek, która pani dyrektor szpital obiecała wziąć pod swoje skrzydła. Sprawa jest bowiem delikatna: oto ON, niegdyś polityk, snuje się po mieście i nic nie nosi pod płaszczem, pod kapeluszem zresztą też. W tle rozmowy było słychać "Nie tłucz szklanek, Janek!", "Łap go, znowu ucieka!", 'Nie sikaj!". Nie zraziło to jednak sekretarki, która kazała oddzwonić po 10 minutach. W tym czasie chłopcy zdążyli już znaleźć kanał telewizyjny, który mógłby transmitować przeprowadzkę Janka do Krakowa - Cartoon Network. Nie udało im się, niestety, znaleźć przysięgłego tłumacza języka gruzińskiego, jednego z trzech języków ojczystych Nelly Rokity. Znaleźli jednak chętnego tłumacza, którego poprosili o przetłumaczenie kilku haseł, które miały znaleźć się na transparentach: "Dla ciebie zdejmę płaszcz", "Nie pójdę na karton!", "Dlaczego kartony?!", "Polska dla Polaków", "Nelly NIE!", "Przybłęda z Syberii", "Spieprzaj dziadu!". Przetłumaczone już hasła oraz dane do faktury kazali przesłać na adres mailowy biuro@sejm.gov.pl. Grand Finale okazał się telefon do ambasady gruzińskiej z prośbą o przysłanie mediatora na ulicę Francuską, na której nagi Janek stoi przed samochodem ubranej Nelly. - Nelly, odpuść sobie! - Jaś, załóż płaszcz! Niestety, pani z ambasady stwierdziła, że nie jest do niczego upoważniona z wyjątkiem odbierania telefonów i mówienia, że nie jest do niczego upoważniona. Na koniec Antylisty Janek urwał kabel, Michał krzyknął "Uwa jego mać!", a Kuba podsumował rozmowę z Ambasadą: "Jaka znieczulica w tej Gruzji". |