Celsjusz zwariował! Żar z nieba się leje, upał niemiłosierny. Trzeba się jakoś ratować w takie dni jak dziś, kiedy słupki rtęci na termometrach wskazują ponad 30 stopni. Paweł postawił na lody – zimne, orzeźwiające i – nie ma co udawać, że jest inaczej – pyszne małe co nieco.
Czy jest ktoś, kto lodów nie lubi? Nie widać, nie słychać. Za tym słodkersem każdy przepada. Niektórzy z sukcesem kręcą je sami przy pomocy specjalnej maszynki, niektórym wychodzą przez przypadek. Wiele nie potrzeba, aby on nastąpił. Wystarczy chociażby wsadzić puszkę piwa do zamrażarki i zapomnieć o niej na śmierć, żeby po pewnym czasie wyjąć z niej… sorbet piwny. Zdecydowana jednak większość Lorochowych tygrysków zdaje się na bogaty pod tym względem rynek i wszechobecne lodziarnio-cukiernie. Kto by sobie głowę zawracał samodzielnym robieniem lodów przy takiej wielosmakowej ich podaży (do wyboru, do koloru) i przy takiej ich dostępności na każdym niemalże kroku. Zawsze mogą być pod ręką, jako że dobrze jest kupić opakowanie lodów na zaś i trzymać je w charakterze dyżurnych w zamrażarce, aby błyskawicznie – gdy najdą człowieka żądze albo niespodziewani goście – móc przygotować z nich słodki, zimny deser.
Każdy ma swój ulubiony smak, a nieraz i miejsce, gdzie dostać można – w opinii poszczególnych ‘lodożerców’ – najlepsze w świecie lody. Nie od dziś wiadomo, że pomysłowość ludzka nie zna granic. Jak się okazało, poza oklepanymi i pospolitymi śmietankowymi, waniliowymi, kawowymi, orzechowymi, czekoladowymi, miętowymi czy owocowymi wszelakiej maści, można zaspokoić swoje kubki smakowe na przykład lodami żurawinowo-oscypkowymi (to nie żart – takie właśnie wygrały jakiś konkurs lodziarski w pięknym kraju nadwiślańskim, bodajże w ubiegłym roku), lodami o smaku pizzy, mamałygi, żółtego sera, a nawet… Matko Przenajświętsza… o smaku pierogów ruskich czy mielonego z buraczkami. Nic nie jest jednak w stanie przebić pewnej londyńskiej lodziarni, w której można ponoć kupić lody… z mleka karmiących matek (sic!). No cóż, wychodzi na to, że wszystko da się ukręcić (tylko po co?), a o gustach nie dyskutuje się…
W dzisiejszym odcinku LT wybrzmiewały same ochy i achy. Nad lodami i cukierniami rozsianymi po całej Polsce. I pomyśleć, że gdyby nie niestrudzony Marco Polo, to nie byłoby teraz co lizać! To podobno on przemycił z Chin do Wenecji patent na małe co nieco, co jest zimne i orzeźwiające, a w gorące dni niezastąpione. To jemu świat zawdzięcza współczesne lody, które zanim stały się przysmakiem dla mas, były rarytasem tylko dla nielicznych. Lody, bez których trudno wyobrazić sobie upalne lato – chociaż każda pora roku jest dobra, by sobie polizać.