W środę gwiazdą wieczoru w pubie Lolek na Polach Mokotowskich był Tomek Lipiński z Tiltem, a w czwartek na małej knajpianej scence, przepracowanym warszawiakom, którzy zerwali się z pracy, aby wrzucić sobie na luz przy muzyce, grillowanym mięsie i piwie, grał i śpiewał kultowy Oddział Zamknięty. A wszystko to oczywiście w ramach buńczucznej akcji przeciwko zostawaniu w pracy po godzinach, nad którą opiekuńcze skrzydła rozpostarło m.in. Antyradio.
Tak jak wczoraj, również dzisiejszy odcinek Stołu Z Powyłamywanymi Nogami był rejestrowany przez niestrudzonego wujaszka Pawła - wyposażonego odpowiednio na tę okoliczność w piekielną maszynkę do nagrywania i długaśny mikrofon - z wyprzedzeniem. Z największą radością, tuż przed koncertem, konfrontowali się z nim bohaterowie wieczoru – członkowie Oddziału Zamkniętego, w sile pięciu chłopa. Kapeli nie ma potrzeby bliżej przedstawiać, bo każdy szanujący się rock’n’rollowiec doskonale ją zna. Toż to legenda polskiego rocka, jedna z najjaśniejszych jego gwiazd wczesnych lat ’80, twórcy takich przebojów jak Party, Obudź się, Andzia, Zabijać siebie, Twój każdy krok. Któż ich nie nucił sobie pod nosem, wytupując nogą rytm...
‘Oddziałowcy’ bardzo mocno wzięli sobie do serca podjętą przez Lolka inicjatywę niepozostawania w pracy po godzinach. Utożsamiają się z nią w stu procentach i w rozmowie z Pawłem zadeklarowali jednocześnie, że w ramach solidarności z pracoholikami, którzy odwiedzą pub na Polach Mokotowskich, najprawdopodobniej... nie zagrają żadnych bisów po koncercie. Taaa... Sami nie czuli potrzeby wrzucania sobie na luz, bo sprawiali wrażenie zdecydowanie już wyluzowanych. Zresztą – jak przyznali – tak jakby nie zdarzało im się zostawać po pracy. I tak pracują bardzo dużo. Koncertują gdzie się da, komponują intensywnie nowe utwory i rozmyślają, jakie piosenki włączyć do swojej płyty, która ma ukazać się na jesieni. Trochę dostali z tego powodu ‘kota’, bo mają ‘nadprodukcję’ gotowego materiału (w sensie utworów). Chyba z tego powodu płyta nie może ukazać się... od około sześciu lat, chociaż zapowiadają ją co roku. A fani czekają, czekają, czekają...
Jeszcze słówko o samym koncercie. Muzycy Oddziału Zamkniętego założyli sobie, że na czwartkowej imprezie w Lolku zagrają koncert akustyczny, jako że w pubie jest bardzo mała scena (fakt), niepozwalająca na zbyt gwałtowne podskoki i inne formy wyładowywania się. Na niej można co najwyżej tupać nogami. Będą więc grać ‘na siedząco’ (papierosek, piweczko i plum, plum, plum), ale... przyłoją mimo wszystko. Odgrażali się, że poza przeglądem ich dotychczasowego dorobku, zagrają trzy nowe numery. Na potrzeby akustycznego grania, te stare i znane od lat, miały być oczywiście przearanżowane.
Oba koncerty - zarówno środowy Tiltu, jak i czwartkowy Oddziału Zamkniętego propagują ideę niepozostawania w pracy po godzinach, bo - spójrzmy prawdzie w oczy - trzeba nieraz od niej odpocząć i wyluzować się. Pomysłodawcą spędzania czasu przy muzyce w Lolku jest Przemek Wałczuk, szef promocji pubu, dusza wszystkich jego atrakcji. Można mu chyba uwierzyć, że to dobry patent na wyleczenie się z pracoholizmu, bo ma głowę nie od parady. Organizowaniem tego rodzaju imprez zajmuje się od lat. A kolejny Lolek Luzz Fest już za rok, na wiosnę.