Sztormowe: dzień dobry! Zawiewa naszym redaktorom strasznie, morze szumi wzburzone, więc i informacje dziś są wstrząsające. Najbardziej chyba jednak oczekiwane były wieści o zapowiadanym serialu radiowym "M jak Machina". Ale po kolei...
Jah Jah wrócił do sprawy omawianego wcześniej w AR-Machinie lata miłości, czyli lata roku 1967. Otóż warszawskim radnym PiS nie podoba się nazwa ulicy na Białołęce - Dzieci Kwiatów. Kojarzy się to im z ruchem hipisowskim (i słusznie), a to wg nich nie licuje z bohaterską historią walczącej Warszawy. Tu powinny być wszędzie nazwy batalionów. Jeszcze jeden argument padł: nazwa może się nie spodobać skinheadom. I gdzie tu prawo?
Chyba w Białej Podlaskiej trzeba o szukać. Zgłosiło się do tamtejszej policji 3 mężczyzn, których oszukała prostytutka. Pani ta zainkasowała po 200 zł za usługę i nie stawiła się, by ją wykonać. Policjanci odnaleźli kobietę, która dobrowolnie poddała się karze, zwróciła pieniądze, a nawet zaproponowała, żeby jej koleżanki pokrył straty moralne powstałe wskutek tego wydarzenia. No to się nazywa prawo!
Rośnie grono polskich redaktorów radiowych. Maturę zdała i na studia dziennikarskie wybiera się bowiem Madzia Buczek, ta od podwórkowych kółek różańcowych z Radia Maryja, znana powszechnie dzięki Kazimierze Szczuce, która sparodiowała jej sposób mówienia u Wojewódzkiego w Polsacie. No i super! Za to eksperci Radia Maryja "odkryli", że jeśli literom w słowie "komputer" przyporządkować liczby, zsumować i pomnożyć razy 6, to dostaniemy... no co... no oczywiście 666 (Szatan! Szatan!). Dowód to niezbity, że komputery śmierdzą siarką, mają rogi i kopyta i są przyczyną wszelkiego zła.
Ciekawie też w Zakopanem mają. Dorabiają tam sobie mimowie bawiąc ludzi, lecz burmistrz tego miasta zapowiedział, że w trosce o wysoki poziom przedstawień do stania na ulicy potrzebny jest dyplom mima. Urzędnicze cyrki także w Warszawie się odbywają. Jest bowiem zakaz wprowadzania psów i jeżdżenia na rowerze po Lesie Kabackim. A dziś kolejna Warszawska Masa Krytyczna, może powinna po Kabatach pojeździć. Jeszcze z tej urzędniczej serii. Panu Marianowi 20 lat temu zostało zapisane 35 tys. zł w spadku. Niestety pieniądze należały się też jego rodzeństwu, które sprytnie zapis zmieniło, żeby pan Marian nic z tej sumy nie otrzymał. Po 20 latach nasz bohater odnalazł zapis, że i on powinien coś dostać, poszedł z tym do sądu, wygrał i ma otrzymać... 3.50 zł, bo sąd uwzględnił denominację, która po drodze miała miejsce w naszej historii.
Okazuje się, że Włoszczowa i Kolbuszowa mają wiele wspólnego. Jeździ bowiem pociąg relacji Kolbuszowa-Rzeszów, który zafundował mieszkańcom tego miasta pewien radny. Pociąg składa się z: jednej lokomotywy, jednego wagonu, jednego maszynisty, jednego konduktora i zera pasażerów. Nikt tym pociągiem nie jeździ, reporterzy jednej z lokalnych gazet sprawdzili to osobiście.
Mroczkom się w głowach przewraca. Jeden z nich przechadzał się po Krakowie w towarzystwie ochroniarza. Zobaczył go Jan Nowicki, znany aktor i wykładowca PWST w Krakowie i nie omieszkał mu powiedzieć, co o tym sądzi. Mroczków nie oszczędza też Andrzej Grabowski, który nazywa ich aktorami jednej roli. Ale to wszystko a propos tego, co zaraz się zacznie.
----------------------
"M jak Machina", odcinek 1479 i 1481
Bohaterami opowieści są Stefan (Vito) - prywatny detektyw i jego żona Mirelka (Jah Jah), a treścią serialu jest miłość, zupa, łyżka... po prostu życie.
To był odcinek 194.
----------------------
A na koniec wieść: Autobusy w Warszawie jeżdżą popsute. Skontrolowano bowiem 34 zanim zdążyły wyruszyć na trasę i okazało się, że połowa od razu poszła do remontu, a dwa w pojechały warunkowo. Drżyjcie korzystający z usług ZTM!
No i czas pożegnać się, panowie idą do słupskiej dyskoteki Miami Nice, żeby zobaczyć tam legendarny zespół Boys, więc, jak to Vito powiedział, dobranoc!