Tak właśnie o nim mówią. Że ma krótkie nóżki, że z tego względu jest niebezpieczne, że wcześniej czy później wyda się i cała prawda skrzętnie ukrywana wypłynie na wierzch. O czym mowa? O kłamstwie.
Wychodzi na jaw jak przysłowiowe szydło z worka i wtedy... kicha! Utrata twarzy, podkopane zaufanie, nieraz zaledwie drobny foch, ale może zdarzyć się także awantura i obraza majestatu pełną gębą. Bo oczywistą oczywistością jest także to, że brutalna prawda powiedziana w oczy jest czasami niewygodna do przyjęcia i strawienia. Czy to właśnie wtedy dochodzi się do wniosku, że lepiej sfałszować rzeczywistość i oszukać?
Kłamstwo, kłamstewko, niewinna konfabulacja i zmyślanie. Choć generalnie gardzimy kłamstwem, skłamać zdarza się każdemu, nawet najbardziej prawdomównemu człowiekowi na świecie... jeśli taki znajdzie się. My kłamiemy, ale to nie wszystko - sami jesteśmy okłamywani. Wynika z tego że wszyscy kłamią. Nie da się ukryć, że mijanie się z prawdą towarzyszy nam na każdym kroku w codziennym życiu. Stało się wręcz naszym chlebem powszednim, chociaż... „nikt nie lubi być kłamany” – jak powiedział kiedyś jeden z kandydatów na prezydenta Białegostoku. A kto by lubił? Nikt.
A skoro tak, skoro nikt nie lubi, to dlaczego oszukujemy i ściemniamy? Przyjęło się mówić, że najgorsza prawda jest lepsza od najlepszego kłamstwa, ale to chyba pusty frazes. Z różnych powodów unikamy walenia prosto w oczy tego, co powinno się powiedzieć szczerze i otwarcie i decydujemy się na kłamstwo, naginając tym samym rzeczywistość. Kłamiemy, żeby nie sprawić komuś przykrości, nie zranić lub nie obrazić. Kłamiemy, bo chcemy być lubiani i podziwiani albo też chcemy uniknąć kary lub przykrych konsekwencji. Czasami przekonani jesteśmy, że kłamiemy w słusznej sprawie, ale przeciwnicy tej teorii twierdzą, że nie ma takiej opcji. Nie ma ‘słusznych spraw’ kłamstwo usprawiedliwiających.
Weźmy chociażby takie komplementy – nie do końca szczere oczywiście. Prawimy je, żeby nie sprawić drugiej osobie przykrości. Zamiast powiedzieć prosto z mostu: ‘masz fryzurę jakby piorun w miotłę strzelił’ mówimy z uśmiechem na ustach – ‘jak fantastycznie wyglądasz z tymi włosami’. Chwalimy kiczowatę kieckę koleżanki, która zarówno kolorem, jak i fasonem zupełnie jej nie pasuje i wręcz ją oszpeca, zachwycamy się otrzymanym prezentem, chociaż jest przysłowiowym strzałem ‘kulą w płot’. Zachwycamy się popisowymi pączkami ciotki, którym bliżej do kul armatnich z wyglądu i koloru niż do przepysznych słodkersów ‘tłustoczwartkowych’ czy też komplementujemy nalewkę teścia będącą ‘księżycówką’ w najczystszym wydaniu o specyficznym – czytaj: obrzydliwym – bukiecie zapachów gnilnych (to z doświadczeń własnych jednego z biesiadników).
Nieważne, czy nakłamaliśmy dużo czy mało w naszych dywagacjach dotyczących kłamstw i klamstewek - pora na nagą prawdę. Otóż, wszystko na to wskazuje, że częściej i więcej kłamią... faceci! Jak nie kłamią, to konfabulują – w każdym razie lubią zmyślać. W swoich kłamstwach są jednak mniej wiarygodni, to znaczy… gorzej kłamią od kobiet. I co ważne, są przy tym tak nieporadni, że od razu po nich widać. Nie trzeba czekać na to, żeby nos u nich wydłużył się jak u Pinokia…
Wkrótce audycję będzie można odsłuchać sobie ponownie. Została nagrana i przechowywana jest TU.