 To był czarodziejski wieczór, pełen czaru i czarów, zaklęć i najprawdziwszych wiedźm – ponoć nawet genetycznych.
Przyfrunęły na miotle do studia Antyradia Machiny, aby... oczarować naszych dzielnych admirałów? A może rzucić na nich jakiś czar? Do końca nie było wiadomo. Przemka i Vitusia mrowiło trochę po plecach ze strachu (bidusie), ale któż nie bałby się, że rzeczone wiedźmy rzeczywiście rzucą jakiś urok. W końcu to czarownicom przypisuje się znajomość czarnej magii, kojarzy z siłami nieczystymi – często z szatanem. Do wszystkiego mogłyby być zdolne, tym bardziej, że co pewien czas mamrotały coś pod nosem, co brzmiało jak „sesesese” i sprawiały wrażenie, że wiedzą, co robią. Brrr...
Były nawet rozmowne i powiedziały coś o sobie. Tak, jak w dawnych czasach, tak i dziś czarownice gromadzą się na sabatach. Gdzie? Ano, w odpowiednich miejscach. Najczęściej jest to polana w lesie na rozstajach dróg. Spotykają się nocą, przy pełni księżyca. Rozpalają ognisko, chodzą po ogniu i chyba... wymieniają doświadczenia. W każdym razie, dzieje się... Te, które przyleciały do studia przyznały, że czasem chodzą po klubach, żeby uprawiać ezoterror – cokolwiek miałoby to znaczyć – i straszą niewinnych.
W czarnych mszach nie biorą udziału – z czartem nie bratają się. Generalnie, rzucają urokami, ale tym właśnie - jak świat światem - zajmują się czarownice. Niewiele zdradziły ze swojego rzemiosła, ale parę rzeczy godnych jest odnotowania. Przede wszystkim, nie rzucają złych czarów, bo te zawsze wracają do rzucającego. Swoją siłę i moc trenują na płci przeciwnej, próbując ją... oczarować i uwieść. Posługują się w tym celu nawet czarodziejskimi miksturami na ‘oczarowanie’, czerpiąc je ze starych, mądrych ksiąg. Admirał Jah Jah zna doskonale skład takiej mikstury, czym wpędził w zdziwienie, ale także niekłamany podziw, jedną z wiedźm. Hmm... Czyżby doznawał już w swoim życiu działania rzeczonej mikstury na swojej osobie? To nie jest takie nieprawdopodobne... Poza miksturą na ‘oczarowanie’, machinowe czarownice podały przepis na napój miłosny. Coś ściemniały przy tym, gdyż wyglądał on jakoś prozaicznie, zupełnie jak przepis na grzańca (zamieszczony w kulinarnej książce AntyFanów).
Całe szczęście, że wiedźmy nie siedziały w studio długo – dosiadły swoich mioteł i odleciały w sobie tylko znane miejsce. Teraz admirałowie mogli rzucić garść informacji na temat czarownic jako zjawiska, głównie historycznego. Bo żyją one na tym świecie - wśród nas, normalnych - od wieków, tylko trudno je zidentyfikować. Przed tysiącami lat nierzadkie były polowania na czarownice i procesy o czary. Zarzucano im latanie na miotłach, gromadzenie się na sabatach, sprowadzanie chorób i nieszczęść. W celu udowodnienia winy, poddawano je różnym próbom – chociażby wody (rzucona do niej, nie poszła na dno i nie utonęła – znaczy się wiedźma), łez (nie potrafiła płakać – wiadomo, czarownica), wagi (zbyt mało ważąca musiała być czarownicą, bo przecież inaczej nie mogłaby wzlecieć na miotle) lub ognia (podpalana nie czuła bólu). Takie procesy toczyły się w całej Europie, w tym w Polsce.
Żeby znaleźć i zidentyfikować czarownicę w dzisiejszych czasach, nie trzeba daleko szukać. Według Jah Jah, jest nią jedna ze słuchaczek Antyradia Machiny, która przyznała szczerze, że mieszka w lesie, lubi słuchać radia w zaciemnionym pokoju, łatwo znosi ból, a bardzo często nie odczuwa go wcale, jednym z domowników jej ‘chatki’ jest kot... Na takie dictum, Jah Jah - wyjątkowy znawca niewiast - zawyrokował: ‘Zdecydowanie jesteś czarownicą, słuchaczko”.
Uff... dobrze, że ten wieczór z Antyradiem Machiną w końcu skończył się. Zaczynało być straszno, chociaż admirałowie tacy czarujący...
Zgiń, przepadnij, siło nieczysta! |