Można spotkać ich praktycznie wszędzie – na ulicy, w TV, na scenie, w modnym klubie lub knajpie. Lubią być w centrum zainteresowania, wyróżniać się w tłumie, a przez swój wygląd – w obowiązkowo markowych ciuchach i z takimi gadżetami - przyciągać uwagę innych. To lanserzy.
W piątkowy wieczór zajął się nimi Vito, natchniony artykułem w ostatnim numerze Machiny o słynnym zespole pop - The Black Eyed Peas, który rzekomo za cztery miliony baksów miał lansować ciuchy pewnej firmy. Temat zgłębiał bez Jah Jah, którego w ważnych sprawach odwołano do jednego z polskich miast (cokolwiek miałoby to znaczyć), ale za to w towarzystwie Emilki Dadoń – stylistki i kostiumologa w jednym, która dała zaprosić się do studia już tydzień temu, gdy była audycja o gorsetach, ale wtedy nie dotarła. Dzisiaj, zgodnie z zasadą ‘lepiej późno niż wcale’ udało jej się przybyć i to nawet o czasie.
Dobrze się stało, bo gość Antyradio Machiny to kopalnia wiedzy o lanserach. Kto jak kto, ale ona spotyka się z nimi codziennie i jeszcze bierze za to kasę. Prawda taka, że Emilka ubiera znane osoby w tym kraju - gwiazdy i pseudogwiazdy showbiznesu, wychodząc naprzeciw ich kaprysom w kompletowaniu garderoby lub doradzając najwłaściwszy ciuch na występ. Miejscem jej pracy jest zazwyczaj zaplecze znanego programu telewizyjnego lub sceny. Roboty ma w bród, bo jest zapotrzebowanie na jej działalność. Pracuje w ciągłym pośpiechu i biegu, bo – jak to bywa w showbiznesie – wszystko, co ma przygotować jest ‘na wczoraj’.
Bardzo często gwiazdy czują się bez niej zagubione, niezdecydowane. Wiedzą, jak chciałyby wyglądać na koncercie lub w programie telewizyjnym, mają nawet swoje własne pomysły, ale ich realizację zlecają właśnie stylistom i kostiumologom. To oni są na usługach gwiazd, oni biegają po sklepach, żeby znaleźć odpowiednie rzeczy, a potem kupić albo wynegocjować pożyczenie (świetna reklama dla sklepu). To oni także muszą dogadać się z krawcową, dobrać dodatki i gadżety. Gwiazda sama nie potrafi, albo nie ma czasu się tym zająć. Stylista ma zrobić wszystko, aby gwiazda wyglądała na scenie tak, jak sobie wymyśliła, albo zobaczyła gdzieś w gazecie.
Na co dzień, gwiazdy praktycznie ubierają się same i same pilnują zachowania swojego wizerunku. Co innego większe imprezy towarzyskie (eventy – jak to się mówi z angielskiego) lub koncerty. Zdarza się, że gwiazdy nieraz przekombinują i ich wyobrażenia nie mają nic wspólnego z tym ‘czymś’, co mogłoby stanowić o fajnym, luźnym wyglądzie, do którego zmierzają, a wręcz przeciwnie chcą założyć lub zakładają na siebie coś, co jest po prostu obciachem. I tu znowu musi zainterweniować stylista. Kompromisy zdarzają się, to tylko mała umiejętność znalezienia wspólnego języka z gwiazdą, chociaż te – wiadomo - są w różnym stopniu kapryśne.
Śmieszne jest udawanie, że zakładanie na siebie T-shirta za 200 złotych, spacerowanie po Krupówkach w Zakopanem z drogimi, markowymi nartami przewieszonymi przez ramię lub deską surfingową w garści po plaży (chociaż na jednym i drugim nie potrafi się śmigać) nie jest lansem, mającym skupić na sobie uwagę, tylko... codziennością i czymś normalnym. Ale jeśli kogoś to bawi... niech robi wszystko, aby ściągnąć na siebie spojrzenia innych. Gwiazdom showbiznesu łatwiej jakoś wybaczyć, bo to ich chleb powszedni. Ktoś musi o nich pisać albo mówić - nieważne czy dobrze, czy źle.
Wielu ludzi wzoruje się na gwiazdach, kopiuje ich wygląd i zachowanie. Można powiedzieć, że nie musi to wcale być zły trend, chyba, że przegnie się zbyt mocno. Istnieją też sposoby na lanserów, a najlepszym z nich jest ignorowanie go i nie zwracanie na niego uwagi.
Dobrze, że Antyradio Machina nie jest lanserska, chociaż Vito – zapraszając na swój niedzielny program (18.00 – 20.00) trochę się przylansował. Został jednak usprawiedliwiony – poniekąd będzie kontynuował temat ciuchów.