Czwartek nie jest typowym dniem dla filmowej AntyRadio Machiny, jednak takowa miała dzisiaj miejsce.
To jutrzejsze Andrzejki były powodem, dla którego dzielni admirałowie postanowili przenieść... jutro na dziś. W ten oto sposób, w czwartkowy wieczór Machina znalazła się na planie filmowym. Znalazła, aby chłodnym okiem kamery spojrzeć, jak powstaje kolejna – już trzecia - część telewizyjnego serialu Pitbull. Należy przyznać, że plan filmowy nie był do końca przypadkowy i byle znowu jaki... Odtwórcą jednej z ról w serialu jest bowiem... admirał Przemek Frankowski. Tak, tak – ten sam. Rola podobno nie jest zbyt duża – Jah Jah przemknie przez moment w jednym z odcinków, ale zauważalna (dla bardzo uważnych widzów) oraz znacząca (‘wyprowadzi go policja’ – jak doniósł Vito). Nie ma więc takiej możliwości, aby podczas montażu ta scena została wycięta. Jest potrzebna. Poza tym, nasz admirał spisał się w filmie znakomicie i odegrał swoją rolę genialnie. To koniecznie trzeba zobaczyć.
Admirał Frankowski w filmie gra, a dzisiejszy gość AntyRadio Machiny – robi zdjęcia do Pitbulla. Tą ważną na planie filmowym postacią i jednocześnie składającym wizytę maszynistom, był Piotr Lenar, operator filmowy, który w swoim dorobku ma kilkadziesiąt innych filmów – m.in. Pograbek, Grający z talerza, Jańcio Wodnik, Soko Leipzig, ale także... Magda M. (sic!) i Kryminalni. Krakus z krwi i kości, rocznik 1958 (co za zbieg okoliczności z życiorysem admirałów!), od kilkunastu lat mieszkający w Niemczech i tam pracujący jako operator, był autorem zdjęć do poprzedniej części serialu, który – co by nie mówić - trochę namieszał w ostatnich latach.
Jest niby typowym filmem o ‘policjantach i złodziejach’, ale pierwszy raz chyba pokazuje policjantów i ich pracę bardzo realistycznie. Nie ma w nim wypasionych bryk, nie jest ‘wygładzony’ dla lepszego odbioru przez widza. Jest trochę w typie niemieckich filmów policyjnych – opowiadany ‘blisko skóry’. Widz ma wrażenie, że nie tyle ogląda film, co raczej w nim uczestniczy. To paradokument, a nie ‘śliczny obrazek’. Sytuacje w nim zawarte są wymyślone i sfabularyzowane. Efekt prawdziwości przy kręceniu takiego filmu osiąga się przy pomocy pewnych środków – ot, chociażby zabawą zoomem, zdjęciami ‘z ręki’ a nie ze statywu – kamera idzie za aktorem. Obraz w takich filmach jest nieraz lekko chropawy, nieraz może niezbyt wyraźny, ale przez to bardzo realistyczny.
Pitbull jest jedną jedyną polską produkcją, która w historii polskiej kinematografii została zakupiona przez niemiecką stację telewizyjną. Mało tego, ten polski serial został zakupiony przez Niemców jako format, czyli licencja, w oparciu o którą będą oni sami - specjaliści w serialach kryminalnych – robić własną wersję Pitbulla. To wiele mówi i wiele daje do myślenia.
Trzecia część serialu urodzi się w polskiej telewizji za dziewięć miesięcy (jeśli będzie to ciąża donoszona), dla Jah Jah nastąpi czas wywiadów, autografów i wizyt w zakładach pracy, ale wcześniej, już teraz, wybrańcy losu (czytaj: słuchacze AntyRadia) będą mogli wybrać się na plan filmowy i podpatrzeć, co tam się dzieje. Admirałowie ogłosili bowiem konkurs związany z Pitbullem, za rozwiązanie którego 'groziły' wejściówki na rzeczony plan, t-shirty i DVD z filmem. Okazuje się, że naród zna film - konkurs błyskawicznie został rozstrzygnięty. I dobrze, bo to dobry film.
Jah Jah z policją trzyma sztamę (wie, z kim się kolegować), Vito też wchodził nieraz w bliższe kontakty z ‘niebieskimi’. Wiele zresztą nie potrzeba, aby spotkać się z władzą – najlepiej wiedzą o tym zmotoryzowani. Niezapięte pasy, komórka przy uchu podczas jazdy, niezatrzymanie się przed znakiem ‘stop’ – to wystarczający powód aby zapłacić mandat. Za tak ‘czyste’ przewinienia, Vito-bidusia zabulił kiedyś... ‘czysta’ - lub jak kto woli - 300 złotych, a ten szczególny rachunek krąży od jakiegoś czasu po stronach internetowych. Chyba ku przestrodze. :)