To już 303. wydanie Gastrofazy, a w nim - tak jak i w poprzednich - smaków wszelakich całe mnóstwo. Dominowały one głównie przed południem, kiedy to Gastrofani ochoczo dzielili się z Pawłem swoimi przepisami i wizjami kulinarnymi, odnoszącymi się do słów ‘kluczy’. Zazwyczaj są ich trzy.
Jakie obowiązywały w dzisiejszym wydaniu najsmaczniejszego pasma eteru? Po pierwsze ‘chmura’ (najbardziej zadziwiające), po drugie - ‘winogrona’, po trzecie – ‘ryba’. Na gołębie elektroniczne Paweł nie musiał długo czekać. Reakcja Gastrofanów na słowa ‘Piszcie do Lorocha, on maile kocha’ była natychmiastowa. Skrzynka gastrofaza@antyradio.pl cierpliwie znosiła napływ korespondencji i zawartych w niej wizji kulinarnych. Niektóre skojarzenia z ‘kluczami’ były pełne uniesień poetyckich, inne pełne wspomnień, a jeszcze inne zupełnie prozaiczne - jak to w życiu bywa.
‘Ryba’ przywodziła na myśl grillowanie pod chmurką (i w chmurze ziół), a także lub przede wszystkim przybliżała w myślach... wakacje, szczególnie te spędzane nad polskim Bałtykiem. Obowiązkowe oddawanie się konsumpcji świeżych ryb (bo należy, bo smaczne, bo zdrowe), pachnących morzem, a serwowanych przez liczne smażalnie w nadmorskich miejscowościach to już niemalże tradycja, ukształtowana wiele lat temu. Ryba z kutra to jest to! Wśród ryb bałtyckich największym uznaniem wydaje się cieszyć flądra, bo to ona na pewno w okresie wakacji jest rybą świeżo złowioną, a nie mrożoną, na której nie ciążą żadne zakazy połowu w miesiącach letnich. Do tego surówka ze świeżej kapusty i... nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Nawet CHMURA na niebie nie wadzi. Miłośnicy ciepłych krajów i ciepłych mórz, którzy za zimnym Bałtykiem nie przepadają, też mogą przybliżyć sobie w myślach wakacje, przygotowując rybę na sposób egzotyczny - w mleku kokosowym. Równie wyśmienita.
‘Winogrona’ także okazały się być wspaniałym słowem ‘kluczem’, wyzwalającym mnóstwo pomysłów. Mają one (szczególnie te bezpestkowe) swoje pięć minut nie tylko w daniach mięsnych czy deserach. Bez ich obecności trudno wyobrazić sobie chociażby idealną ‘deskę serów’. Może nie być na niej łuskanych orzechów, suszonych śliwek i moreli, ale świeże winogrona - te zielone, bądź fioletowe - są obowiązkowe. Należałoby także wspomnieć - chociażby słówkiem - o sfermentowanej postaci tych owoców, czyli o winie, które ‘idzie’ i z mięsem, i z rybą, a nawet może smakować solo.
Pozostała ‘chmura’. Ten klucz kojarzony był najczęściej z deserami (lekkimi jak obłoczek), które dziś przybrały postać bitej śmietany lub ubitej i wysuszonej w piekarniku piany z białek, czyli meryngi. Z nich bardzo łatwo można wyczarować i skomponować przeróżne, najbardziej wymyślne, smakołyki. Dowody na takie dictum Gastrofani znajdą w książce kulinarnej AntyFanów, gdzie przepisów z udziałem 'białej chmury' trochę jest. Z tego względu wydaje się, że nie ma potrzeby więcej bić piany na ten temat. Przynajmniej teraz.
Po 12:00 w studiu Gastrofazy nastąpiło spotkanie na szczycie, które można byłoby określić jako... 'mainstream z kurtuazyjną wizytą w niszy'. Oj, działo się, jako że zaproszenie Pawła do udziału w audycji przyjęli dwaj młodzi dziennikarze, prowadzący pasmo poranne (Dzień dobry bardzo) w stacji, której szanujący się i wierny rockowi słuchacz AntyRadia... przepraszam... nie słucha, a powód jest oczywisty: nie do przyjęcia, koszmarna, odrzucająca muzyka, jaka w niej wybrzmiewa, z którą nijak po drodze prawdziwym AntyFanom. Ale miało być o gościach... Kto zacz? To Marek Starybrat i Jarek Budnik, dwaj DJ-e z 'Zetki' (tak jak AntyRadio należącej do grupy Eurozet), czyli niejako... bracia. Obaj na pewno zdolni, zajefajni, na swój sposób jajcarscy, doskonale się rozumiejący i uzupełniający. Kochają to, co robią, mają wielu fanów. Poopowiadali trochę o 'Zetkowej' rzeczywistości, powygłupiali się, przyznali, że muzyki w pracy nie słuchają (bo nie miejsce na to), a własne gusta w tym względzie zaspokajają w domu. Prawdę powiedziawszy nie mają innego wyjścia i musi im być wszystko jedno, co leci na antenie. 'Didżejować' i zarabiać na przysłowiową bułkę z masłem można wszędzie, puszczając muzykę... albo z przyjemnością (i przy okazji dla przyjemności) albo z obowiązku. Najlepiej jednak obie te rzeczy połączyć. ;)