 Rozpoczął niedawny jubilat - wiecznie młody David Bowie, "Epitaph" King Crimson pojawiło się bez zapowiedzi i bez komentarza, być może jak się domyślają słuchacze wybrzmiało w hołdzie Cz. Niemenowi, nie zabrakło też dwóch idoli - najpierw zaśpiewał pan J. a potem pan M. W ramach rozdawnictwa pojawiły się filmy DVD; pan Marcin dostał nagrodę specjalną za spostrzegawczość - film prod rosyjskiej; eh, a kiedyś mówiło się: made in USSR ;) |