Kolejny – przedostatni już, odcinek z serii ‘zachwyty nad Małopolską’. Dzisiaj zgłębialiśmy trasy rowerowe regionu i jego stolicy – w sensie czy są, ile ich, gdzie zostały wytyczone, jak trudne są do pokonania, dla kogo one i za ile.
Jak się okazało, oddawanie się pedałowaniu może być nieraz kosztowne. Nie tylko w Krakowie i okolicy, ale ot tak – w ogóle. Nie ma co się oszukiwać, cena roweru – rzadko, bo rzadko – bywa powalająca, a wszystko zależy od tego, jak bardzo jest on wypasiony. Jak stwierdził przepytywany przez Bartosza Walata, naszego krakowskiego człowieka z AntyRadiowej rodziny, redaktor naczelny magazynu bikeBoard – Miłosz Kędracki, cena roweru może dojść nawet i do trzydziestu tysięcy złotych (sic!). Kasa, jaką należy wyłożyć na obcisłe („bo to warto mieć styl” – jak wyśpiewuje klasyk), koszulkę, obuwie, kask i inne drobiazgi niezbędne przy poruszaniu się dwukołowcem, jest przy niej po prostu niczym.
Generalnie, Małopolska przejechana wzdłuż i wszerz rowerem to dobry pomysł na spędzenie wolnego czasu w wakacje, podczas urlopu czy chociażby wydłużonego weekendu. Pedałowaniu w tej części pięknego kraju nadwiślańskiego sprzyjają przede wszystkim uwarunkowania geograficzne. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie – i ten, co dużo może i potrafi, doświadczony i zaawansowany w tej dziedzinie, ale także i ten początkujący, nietraktujący jazdy na rowerze bardzo poważnie i bardzo ambitnie, pedałujący sobie w wolnym czasie wedle zasady ‘w zdrowym ciele zdrowy duch’. Nieraz jest to niejako konieczność, szczególnie w samym Krakowie, a chodzi o to, aby w miarę sprawnie przemieścić się do pracy i z powrotem i nie utknąć w korkach, chociaż... można utknąć w spalinach. Poza miastem – nawet w górach, jest ze wszech miar lepiej, bezpieczniej i zdrowiej.
Odwiedzający Małopolskę i Kraków turyści z innych regionów Polski znajdą tu mnóstwo ścieżek rowerowych. Wszystkie one są odpowiednio przygotowane i oznakowane. Wiadomo, że na północ od Krakowa wytyczone są te łatwiejsze szlaki (chociażby w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej), a im dalej na południe (za Myślenicami) – trudniejsze. Region szczyci się tym, że dróżki rowerowe tu znajdujące się można bez większego ‘przewalenia’ określić mianem… światowej klasy (sic!). No tak… Tereny do pokonywania dystansu rowerem są w Małopolsce doskonałe i należy w to uwierzyć. Niektórzy decydują się nawet na zmianę miejsca zamieszkania i przeprowadzkę na stałe do Krakowa tylko po to, aby pojeździć intensywnie na dwóch kółkach bez motoru. Chyba coś w tym jest, bo ‘dwupedałowość’ jest bardzo popularnym zjawiskiem w grodzie Kraka.
„Rower jest wielce O.K., rower to jest świat” – jak śpiewa wspomniany wcześniej Lech Janerka – i warto popedałować sobie od czasu do czasu, ale… może nie teraz. Nie teraz, jako że okoliczności są niezbyt sprzyjające – w tym w Małopolsce. Oto bowiem, z powodu ulewnych i długotrwałych deszczy dużo wody nazbierało się ostatnio w rzekach i rzeczkach, mniejszych i większych potokach. Nazbierało się i... wylało – co było do przewidzenia.
To czym żyje ostatnio Polska, to zalania, podtopienia i powodzie, to związana z tym tragedia wielu ludzi, którzy stracili nagle dobytek całego swojego życia. Na Wiśle utrzymuje się nienotowany do tej pory w historii stan wody, a fala powodziowa robi swoje – przemieszcza się z Małopolski na północ. Dzisiaj doszła do Warszawy. I nad tym właśnie poważnym tematem, w stylu postmodernistycznym – jak przystało na Blat, pochylili się biesiadnicy zgromadzeni przy stole nóżek pozbawionym, zanim dali się zainteresować małopolskim, rowerowym stylem życia.
Na koniec krótka informacja – dzisiejszy odcinek tradycyjnie został zarejestrowany. Można odsłuchać go ponownie w dowolnym czasie. Jedno, co trzeba zrobić w tym celu, to kliknąć TU.
|