…inne bóstwa słowiańskie zapanowały dzisiaj przy stole z powyłamywanymi nogami! Wraz z nimi przedmiotem zainteresowania biesiadników stały się liczne zwyczaje, obrzędy, tradycje i wierzenia wywodzące się z kultury dawnych Słowian. Nie mogło być inaczej, skoro gośćmi Pawła byli Anna i Wit Wilczyńscy – pasjonaci rodzimowierstwa, czyli dawnej religii słowiańskiej.
Kulturą i religią opartą na mitologii i tradycjach dawnych Słowian interesują się szczerze i od dawna. Ona raczej namacalnie – w sensie kręcą ją zwyczaje i kultura ludowa, on – bardziej historycznie. Ich warszawskie mieszkanie nie jest pozbawione zarówno klimatu starosłowiańszczyzny, jak i pewnych elementów, które żywcem wyjęte zostały z wierzeń i zwyczajów ludów słowiańskich. Prozaiczna podkowa - co by szczęście ich nie opuszczało - jest obowiązkowo obecna, a ponadto w rogach pokoju ustawione są małe miseczki z ziarenkami (zboża najprawdopodobniej) i okruszkami chleba dla dobrych skrzatów domowych, które dają znać o sobie szczególnie pod osłoną nocy.
Wiele zwyczajów i tradycji pochodzących od dawnych Słowian, składających się na tradycyjną kulturę ludową, kultywuje się w dzisiejszych czasach – szczególnie podczas świąt, ale zdaniem gości zdecydowana większość rodzimych rytuałów, obecnych jeszcze na przełomie XIX i XX wieku, już zanikła. Zanikła, bo wyparta została importowanymi ‘wynalazkami’ typu Halloween lub Walentynki, a jeśli nie zanikła zupełnie, to przybrała postać o trochę innym znaczeniu niż to drzewiej bywało. Weźmy takie oczepiny, obowiązkowy element wesel. Kiedyś to był cały obrzęd trwający kilka godzin, podczas których wybrzmiewały stosowne pieśni – takie nawet bardziej smutnawe niż radosne, że oto panna młoda przestaje być beztroską dziewczyną, a staje się kobietą ‘przy mężu’, obarczoną nowymi obowiązkami. Teraz na weselu tego nie ma, jest banał w zamian: rzucanie welonem i muszką w gromadkę panien i kawalerów, bawiących się radośnie na przyjęciu. Które z nich nieopatrznie (albo z premedytacją) złapie takiego fanta, pierwsze straci… wolność i stanie wkrótce na ślubnym kobiercu. Taka sobie weselna zabawa, pozbawiona głębszego sensu.
Podobnie jest z topieniem marzanny – słomianej kukły ubranej w babskie szatki, mającej symbolizować zimę. Kiedyś podchodzono do niej jako do uosobienia śmierci, zła i chorób i dlatego rozprawiano się z nią w taki, a nie inny sposób. Zwyczaj miał sens sakralny i odpowiednie znaczenie... zabarwione szeregiem przesądów. Dziś to przede wszystkim zabawa, która raduje głównie dzieci, a chodzi w niej o to, żeby przegonić zimę i przywitać wiosnę. A co ze świętem Kupały? Czy w czasach dawnych Słowian też należało znaleźć legendarny kwiat paproci, mający zapewnić bogactwo i dostatek? Nie, absolutnie nie! Po pierwsze, na przestrzeni setek lat nastąpiło małe pomieszanie z poplątaniem, bo kwiat paproci nie jest elementem kultury słowiańskiej, a... niemieckiej. Po drugie, noc Kupały to było zupełnie inne święto niż dziś – związane z łączeniem się w pary, ze ślubami, można powiedzieć z miłością i radością. To że przy okazji było ono świętem ognia, który miał oczyszczać, to insza inszość.
Goście Pawła zaledwie dotknęli tematu, który okazał się być przysłowiową rzeką. Nie sposób o wszystkim napisać w newsie, ale audycja została tradycyjnie nagrana i będzie możliwa wkrótce do odsłuchania – TU.