I półfinał upłynął pod znakiem całkiem niezłej frekwencji publiczności oraz ostrych gitarowych riffów. W charakterze jury oraz obserwatorów, stawiła się cała śmietanka Antyradia, nie wyłączając Makaka na wokalu, czyli tradycyjnie w roli konferansjera.
Na pierwszy ogień poszedł Ashtray - zespół o dwuletniej historii, grający muzykę z pogranicza hard-rocka i Alice in Chains. Czterej koledzy zagrali poprawnie, momentami żywiołowo, jednak publiczności nie porwali. Po pięciu numerach zakończyli występ, a publiczność udała się do baru w oczekiwaniu na kolejnego półfinalistę.
Dog Ugly - trzeba uczciwie powiedzieć, że to było COŚ. Zespół uprawiający styl rockabilly, od pierwszych dźwięków zaserwował potężną dawkę energii atomowej, która udzieliła się publiczności - na parkiecie można było zobaczyć tańczącą żywiołowo parę. Przez ok. 30 minut Panowie nie dali czasu na oddech, serwując na koniec, znany z Pulp Fiction, "Misirlou".
Kolejny uczestnik - Wild Spirit. Młodzi muzycy z Ostrołęki grzali mocno, równo i bez kompleksów. Czysty Hard Rock z całkiem niezłym wokalistą - co należy podkreślić, bo nie jest to wcale tak często spotykane. W ramach rodzynka, Panowie zaserwowali "Płonie stodoła" Czesława Niemena. Należy powiedzieć, że była to interpretacja bez sensacji - po prostu odegrali ten numer w wersji hardrockowej, co mogło trochę rozczarować.
Jury podjęło decyzję, że do dalszego etapu przechodzi Dog Ugly i jest to decyzja w pełni zrozumiała. Pozostali uczestnicy również prezentowali sensowny poziom, jednak laureat wypadł najbardziej profesjonalnie, stąd zapewne taki, a nie inny werdykt.
Prezentacja "GWIAZDY WIECZORU" - Skowytu, nie zasługuje na jakikolwiek komentarz. Do występowania na scenie trzeba dorosnąć Panowie.
|