Dziś piątek, początek ostatniego weekendu karnawału, zatem i temat niezwykle rozrywkowy, ale skierowany raczej do słuchaczek, niż słuchaczy Antyradia-Machiny. Panie i Panowie! Dziś w programie...
Chippendales! Ale ci made in Poland oczywiście. Panowie (a dokładnie trójka z nich) przyjęli zaproszenie Przemysława 'Jah Jah' Frankowskiego i Witolda Odrobiny i pojawili się w studiu jako goście specjalni w czasie pierwszej godziny. Dowiedzieliśmy się dzięki temu, że tancerzem tego typu nie może zostać każdy, trzeba mieć poczucie rytmu, wysoką sprawność fizyczną, umieć się ruszać, no i przede wszystkim być przystojnym. Nieodzownym atrybutem chippendalesa jest też strój, który, mimo, że w końcu jest zdejmowany, a raczej zdzierany z ciała, musi być zrobiony z pomysłem. Goście obalili także stereotyp tancerza, który ma ładne ciało, ale nic w głowie. Ludzie ci mają własne firmy, inne zajęcia, a te imprezy dla kobiet, to tylko forma rozrywki, a nie sposób na życie.
Okazuje się, że na występy przychodzą kobiety w różnym wieku, od nastolatek do "sześdziesiątek", a jak powiedzieli dzisiejsi goście, te ostatnie najlepiej się bawią. Wiadomo, dojrzałe kobiety wiedzą, czego chcą, ale i u tych młodych, już po pierwszym wyjściu tancerzy, znika wstyd i dają się ponieść emocjom, a nie byle jakie to emocje. Panie, oglądając występy, piszczą, mdleją, atakują tancerzy, żeby szybciej pozbawić ich ubrania... jest to wręcz amok.
Z kolei kobiety, pytane o zdanie przez naszych redaktorów na ulicy, ale także w mailach przysyłanych w czasie programu, raczej chłodno się wypowiadały, że to niby raz najwyżej można zobaczyć, bo za gładcy, zbyt umięśnieni (sic!)... Paradoks ten próbował wyjaśnić, na antenie Antyradia, ekspert-seksuolog Andrzej Depko, mówiąc, że kobiety, przy zamkniętych drzwiach, chętniej okazują swoje emocje, jednak nie są to reakcje do końca szczere. Z racji tego, że kobiety nie są, jak mężczyźni wzrokowcami, nie można porównywać występów chippendalesów do damskiego striptizu. Emancypacja spowodowała to, że i panie chcą oglądać rozbierających się mężczyzn w imię równości płci, a euforia wśród publiczności na występie spowodowana jest tzw. "efektem tłumu", czyli jeśli jedna pani piszczy, to reszta, sądząc, że tak właśnie należy reagować, robi to samo.
Głos w temacie zabrała także pani Renata Beger, która stwierdziła, że gdyby była świadkiem takiego występu, to wywołałby u niej zapewne jedynie śmiech. Dla posłanki Samoobrony mężczyzna ma być podporą, a trudno przecież być komukolwiek podporą bez majtek. |