Wyjątkowo słodki to był odcinek, ale nic dziwnego skoro dyskusja toczyła się wokół czegoś, co z natury rzeczy jest bardzo słodkie. Słodkie i smaczne, a przy tym zdrowe, chociaż nie zawiera witamin i minerałów, a jeśli już, to w śladowych ilościach. Prawdziwe... nomen omen... miodzio.
Bez zbędnego bicia piany – bohaterem dzisiejszego stołu z powyłamywanymi nogami był dar pracowitych pszczółek, które fruwając tu i tam, po łąkach i lasach, zbierają z napotkanych po drodze kwiatków, roślin i drzew słodki nektar kwiatowy (lub spadź), zanoszą do ula i przetwarzają go w nim na smakowitą i słodką w smaku substancję o swoistym zapachu, barwie i konsystencji. Jest nią oczywiście miód, który w zależności od tego z czego pyłek został zebrany, może być łagodniejszy lub ostrzejszy w swojej słodkości, a w odniesieniu do barwy mogącej cieszyć oko - biały, jasnożółty czy też nawet ciemnobrązowy. Każdy znajdzie swój ulubiony smak, bo rodzajów miodu jest mnóstwo. Pszczółki lubią przysiadać sobie na różnych pożytkach, żeby zebrać pyłek (tak fachowo określa się miejsca bogate w nektarodajne i pyłkodajne kwiaty), a od ich gatunku zależy przecież smak, zapach i barwa tego, co wytworzą.
Pszczeli dar znany jest człowiekowi od tysięcy lat, lubią go dorośli i dzieci. Niewielu jest takich, którym by on nie smakował albo wydawałby się zbyt słodki i przez to niemożliwy do przełknięcia. Z miodem można wiele zdziałać - głównie w kuchni. Przede wszystkim, jest obok dżemu dyżurnym dodatkiem do pieczywa na śniadanie. Ponadto, często dodawany jest do bejcy, którym traktuje się mięso przed smażeniem. Niezastąpiony jest w piernikach i miodownikach, tudzież w niektórych deserach – szczególnie tych, przyrządzanych na modłę grecką, na bazie gęstego jogurtu naturalnego. Miód można jeść – pamiętając, aby sięgać go ze słoika drewnianą lub plastikową łyżką, nie metalową – albo... pić, rozpuszczając go w wodzie lub herbacie (byle nie we wrzątku, bo wszystkie prozdrowotne czynniki tkwiące w miodzie ulecą w niebyt razem z parą), a w przypadku przeziębienia – w ciepłym mleku. Swoich amatorów ma także inna płynna postać miodu, w sensie... półtorak, dwójniak, trójniak czy czwórniak, czyli napój alkoholowy będący polską (i litewską przy okazji) specjalnością i tradycją, podtrzymywaną od setek lat.
W dzisiejszym, słodkim odcinku o miodzie, ukochanym małym co nieco nie tylko Kubusia Puchatka, swoje przysłowiowe pięć minut miał Tomek Kilanowski, student zootechniki SGGW, słuchacz AntyRadia, który przybył do studia przy Żurawiej 8 jako gość – ochotnik. Na miodzie zna się jak mało kto (spośród aniołków Loroszka), ma pasiekę i kocha pszczoły – z wzajemnością. O ich inteligencji i mądrości, codziennym mozolnym życiu i zwyczajach, o hierarchii w pszczelej społeczności, o podziale ról i obowiązków w ulu tudzież o samym miodzie i jego walorach smakowo-zdrowotnych oraz o innych produktach, pozyskiwanych przy okazji wytwarzania przez pszczoły słodkiego smakołyku (kit, wosk, propolis, pyłek), stosowanych ‘doustnie’ lub zewnętrznie na ciało, może opowiadać długo. Trzeba przyznać, że zna się na rzeczy. Pasją pszczelarstwa zaraził go swojego czasu osobisty wujek, a ‘trzymie’ go ona już parę lat i nie chce wcale puścić, co w gruncie rzeczy wcale nie jest takie złe.
Swoją opowieścią z życia pszczół Tomek polał dzisiaj miód na serca niejednemu sympatykowi tego pszczelego daru. I o to chodziło, dzięki wielkie. :)
A audycja jest oczywiście nagrana – o TU i będzie można wkrótce ją odsłuchać. |