Posłuchaj Antyradia: Warszawa / Kraków / Katowice Zapraszamy na AntyForum. Maj 24 2012 21:39:53
Nawigacja
Strona Główna
www.antyradio.pl
Ramówka
AntyForum
AntyGaleria
Encyklopedia
Plikownia
Redakcja
AntyPropaganda

Archiwum
Materiały specjalne
AntyFani
Antyradio
Konkursy
Recenzje płyt
Przepisy kulinarne

Antena
Koncerty Antyradia
Pobudzenie
Ostry Dyżur
Kasprologia
Odjechani
Makak
Gastrofaza
AntyWeekend
Turbo Top
Reggau
Punky Reggae Party
Wieczorne Rozmowy
Rzeźnia
El Konkursso
Losowa fotografia
Panel redaktora
Nazwa Użytkownika

Hasło



Mongolia jej miłością
Stół Z Powyłamywanymi NogamiPoniosło nas dzisiaj. Hen daleko, do Mongolii - koczowniczej i pasterskiej krainy nomadów. A wszystko za sprawą gościa Pawła, którym była Luiza Poreda, dziennikarka i globtroterka, dokumentująca swoje wrażenia z odbywanych podróży w formie znakomitych reportaży, zamieszczanych w czasopismach i na stronach internetowych. Kawał świata już zaliczyła i nie z jednego pieca chleb jadła. Zahaczyła też o Azję Środkową.

Jedną z jej największych fascynacji była i w dalszym ciągu jest Mongolia - kraj wielce ciekawy i tajemniczy, o stolicy którego mówi się powszechnie, że należy do najbrzydszych miast globu ziemskiego. Dzisiejszy gość Stołu Z Powyłamywanymi Nogami jest trochę innego zdania. Widziała brzydsze metropolie, a Ułan Bator - chociaż do najpiękniejszych nie należy - ma swój klimat i swoje ‘lokalne piękno’. Zresztą, to co jest pociągające w Mongolii, to co zafascynowało i urzekło Luizę Poredę i pozostało w jej sercu, znajduje się poza mongolską stolicą. Rzecz o Gobi, jednej z największych pustyń Azji, będącej praktycznie ogromnym, bezkresnym stepem. Wcale nie wygląda on tak samo na całej swojej przestrzeni. Spotyka się tu bowiem i trawę, i pojedyncze wysuszone krzewy, ale także piaszczyste wydmy. Są na nim piękne, czyste jeziora, skały oraz mniejsze lub większe górki. Przyroda na pustyni jest ponoć niezwykła i porywająca. Zobaczyć jej piękno można  jedynie wtedy, gdy podróżuje się po niej busikiem, jeepem lub... konno. W taki właśnie sposób zgłębiają Mongolię prawdziwi turyści żądni przygód, ciekawi świata, pragnący zobaczyć jak najwięcej (co wcale nie oznacza, że za wielkie pieniądze) - backpackerzy.

Luiza Poreda , chociaż spędziła w Mongolii kilkanaście dni, może powiedzieć, że widziała tylko skrawek tego ogromnego kraju - skrawek sprowadzający się praktycznie do kawałka stepu, przez który przejechała podczas siedmiodniowego trampingu. Po Gobi podróżowała rozklekotanym busikiem, zatrzymując się na noclegi w typowych dla Mongołów ‘domach’ – wojłokowych jurtach. Spała w nich codziennie, obserwując i doświadczając przy okazji wszelkich aspektów koczowniczego trybu życia prawdziwych nomadów. Po drodze zachwycała się niezwykłą i nie tkniętą przez człowieka przyrodą, grzebała w ziemi, wyciągając z niej ‘na pamiątkę’ piękne kamienie - kryształy lub cudeńka z odciśniętą w nich roślinnością. Poznawała także nowe i ciekawe smaki - ot, chociażby smak kumysu, czyli sfermentowanego mleka klaczy, przypominającego trochę... zbutwiały kefir. Pije się go z miski, co dla podniebienia jest bez znaczenia. Bliskich spotkań z drapieżnikami nie doznała (chociaż wilków tam nie mało), widziała za to gazele, mnóstwo ‘orłowatych’ ptaków, tabuny myszy i wiele innych zwierzątek. Co ją najbardziej urzekło w Mongolii? Co spowodowało, że chce tam wrócić? Co zachwyciło? Bo rozczarowało jedno – jeśli można tak to ująć, a mianowicie pogoda. W październiku, kiedy podróżowała po pustyni Gobi, bywało zimno, szczególnie nocą.

Wyprawa do Mongolii może być i na pewno jest wielką przygodą. Kraj ten fascynuje swoją egzotyką, swoją pewnego rodzaju dzikością – w sensie brakiem cywilizacji (chociaż przed każdą jurtą stoi antena satelitarna, a brak prądu w stepie nie jest dokuczliwy, bo korzysta się z baterii i generatorów). Mieszkają w nim ludzie życzliwi i przyjaźni, nie postrzegający w każdym turyście ‘chodzącego banknotu’, co jest nieraz wielkim plusem dla niektórych globtroterów. Mongołom wiele do szczęścia nie potrzeba – mają minimalne potrzeby, a maksimum wolności i przestrzeni. Żyją zgodnie ze swoimi wielowiekowymi nawykami, tak jak ich przodkowie.

Mongolię warto zaliczyć – nie tylko z powodu Gobi, Nadaamu (mongolskiego święta trzech sportów: wyścigów konnych, zapasów, łucznictwa), Ułan Batoru czy Karakorum. Coś w niej jest, skoro tyle ludzi już ją odwiedziło, a zainteresowanie tym krajem jest wciąż duże.

Dzisiejszą audycję można odsłuchać tu: KLIK.
Sponsorzy
Facebook
Ostatnio na AntyForum
22.06, Łazy - Jura Rock Festiwal 2012.
260. Notowanie Turbo Top (20)
Niezła Kaszana, Czyli Potrawa Ironicz...
6.06, Warszawa - Moving Mountains (in...
3.07, Warszawa - Rosetta (art Metal) ...
259. Notowanie Turbo Top (20)
30.05 Ił-62, Human Rights, Tupolev Di...
23.05 Grindcore Night - Noc Świniaka ...
27.05 Circle Waves + Show More Tits +...
17.05 Jucifer (us) + Thaw (pl) Warsza...
Kiedyś to było Antyradio...
Noc Nirvany Koncert + After 26.05.2012.
Tytuł Piosenki
258. Notowanie Turbo Top (20)
Z Rzeczy Smutnych...
Przemek Frankowski - Radiowiec
14.05, Warszawa - The American Dollar...
257. Notowanie Turbo Top (20)
Gastrofaza 2.0.
Poznań, Koncert Blast Rites, Promo Gi...
Sonda
Antyradio...

Kocham

Lubię

Szanuję