 Środowy poranek w Antyliście rozpoczął się od poszukiwania melodii do wyborczego hitu "Mordo ty moja" oraz wojskowych kanapek. Przepis na kanapki według Michała Figurskiego: jeden stół, kromka chleba i nagi pluton ze skłonnościami do autoerotyzmu. Niestety, tych kanapek nie będzie można zabrać ze sobą do kina, gdzie całe polskie wojsko wypędził na "Katyń" minister obrony Szczygło. Znalazł się przepis na kanapki, znalazł się także przepis na obserwatorów OBWE. Wystarczy zabrać ich na "Katyń", a później pokazać im minister spraw zagranicznych Annę Fotygę, by zapragnęli jak najszybciej zakończyć swoją misję.
Jednak prawdziwym hitem okazały się nocne ekscesy Nelly Rokity na balkonie apartamentowca przy ulicy Pełczyńskiego. Ryki i chichoty doradczyni prezydenta ds. kobiet pozbawiły snu połowę dzielnicy. To właśnie w imieniu jej mieszkańców, a konkretnie wspólnoty ze wspomnianego już apartamentowca, Kuba i Michał zadzwonili do zarządu dzielnicy Bemowo z zamiarem złożenia petycji w sprawie wprowadzenia wcześniejszej godziny policyjnej. Pan z administracji, choć był tylko z wydziału organizacyjnego i nie czuł się kompetentny, kazał przesłać jednak faks z petycją. Kolejny numer wykręcili do salonu fryzjerskiego na Pełczyńskiego. Jako grupa oporu przeciwko chamskim zachowaniom gruzińsko-niemieckiej krzykaczki, zbierali podpisy pod petycją o pozbawienie Nelly Rokity polskiego obywatelstwa. Właścicielce salonu, chociaż zgodziła się podpisać pod petycją, wytknęli jednak nadpobudliwość i ostrzegli, że nie życzą sobie takich zachowań na terenie dzielnicy. Następny telefon wykonali do specjalisty od wyciszania, któremu zaprezentowali możliwości wokalne doradczyni prezydenta. Po takiej demonstracji, pan od wyciszania zadeklarował, iż jest w stanie wyciszyć nawet cały blok. Na ryki i cichoty, czyli niekontrolowane raczej odgłosy wydawane nocą przez Nelly Rokitę, okazały się najlepsze warsztaty pracy nad głosem. Prowadzący, którzy tym razem wystąpili w roli członków sztabu wyborczego Nelly Rokity, również posłużyli się słynnym już nagraniem o Donaldzie straszącym dzieci. Specjalista od głosu już na samym początku postawił diagnozę: mówienie z wyższym rejestrem niż normalny. Nie miał również nic przeciwko temu, żeby dostarczyć właścicielkę owego głosu pod jego adres.
O ile Nelly Rokita okazała się mistrzynią ryków i chichotów, to pewien 53-letni mieszkaniec Sieradza okazał się mistrzem w napełnianiu swojej krwi promilami. Uzbierał ich dokładnie 7,2. Prowadzący Antylistę próbowali zorganizować im spotkanie na szczycie. Pracownicy Urzędu Miasta w Sieradzu, do których zadzwonili w tej sprawie, byli wyraźnie zaskoczeni informacją, że w samo południe ląduje u nich doradczyni prezydenta. Tym bardziej, że ich prezydent był akurat na wyjeździe. Nic nie wiedzieli również o towarzyszącym wizycie występie zespołu "Pigułki". Nie potrafili również wskazać szpitalu, w którym przebywał 53-letni rekordzista, przy którego łóżku Nelly Rokita miała wygłosić wykład "Co to znaczy być nowoczesnym człowiekiem". Ostatnim już numerem "Antylisty" był telefon do artysty-plastyka. Tym razem "asystenci" Nelly Rokity zamówili u niego reprodukcję słynnego "Krzyku" Edwarda Muncha, ulubionego obrazu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tyle, że kopia miała się znacząco różnić od oryginału: krzycząca postać na obrazie miała mieć bowiem twarz Nelly Rokity. "Asystenci" byli gotowi ucharakteryzować modelkę i wysłać zdjęcie. Zapewniali jednak autora niedoszłego obrazu, że w internecie również znajdzie wiele zdjęć, na których doradczyni prezydenta rozdziawia się do krzyku. Za olejny obraz, który miał być prezentem dla prezydenta, plastyk zażyczył sobie 1500 złotych. I nie przeszkadzało mu wcale to, że nie zapłaci mu Nelly Rokita, tylko kancelaria prezydenta. |