Jak nakazuje tradycja, piątek to wieczór filmowy w Antyradiu Machinie. Dzisiaj z zadumy wielkanocnej słuchaczy wyciągnął temat sequeli. Wyciągnął i wywołał gorącą dyskusję, zarówno wśród zwolenników tego rodzaju sztuki filmowej, jak i ... hmm, oponentów, to może za duże słowo, ... powiedzmy, nie przepadających za tego rodzaju twórczością filmową.
Jak sama nazwa wskazuje, sequele (z ang. 'dalszy ciąg', 'następstwo') stanowią kontynuację jakiegoś dzieła, najczęściej filmu albo książki, a czynnikiem łączącym je w poszczególnych, następnych filmach jest postać głównego bohatera. Wykreowany w pierwszym dziele, zyskuje zazwyczaj ogromną sympatię widzów, którzy chcą go dalej oglądać i przeżywać jego przygody, za każdym razem znajdując w nowym filmie coś niezwykle interesującego. Padło wiele przykładów najbardziej klasycznych z klasycznych sequeli, jak ‘Gwiezdne wojny’, ‘Ojciec chrzestny’, ‘Matrix’, ‘Szklana pułapka’, ‘Szczęki’ czy ‘Zabójcza broń’. Ze względu na liczbę nakręconych filmów, niekoronowanym hitem wśród sequeli wydają się być filmy o agencie 007. ‘Casino Royale’, który wszedł na ekrany w listopadzie ubiegłego roku, jest 21. ‘bondem’ w historii filmów o poddanym Jej Królewskiej Mości pracującym dla brytyjskiego wywiadu. W postać Bonda wcielali się do tej pory m. in. Roger Moore, Sean Connery, Timothy Dalton, Pierce Brosnan. Każdy Bond w ich ujęciu miał swoich sympatyków i fanów. Wielu zwolenników mają także filmy o najsłynniejszym ojcu chrzestnym - capo di tutti capi, także wśród tych, którzy zdecydowanie nie lubią oglądać jeszcze raz tego samego, co już widzieli i generalnie sequele oraz wszelakie seriale uważają za przejaw jedynie czystej komercji w twórczości filmowej.
Przede wszystkim należałoby zastanowić się, co przemawia za tworzeniem sequeli. Wszystko można nakręcić po raz kolejny, ale nieraz trzeba zadać pytanie, po co. Czyżby brakowało pomysłów na zupełnie nowe filmy? W ramach tysiąca pytań do tysiąca fachowców i odpowiedzi na nie usłyszeć można było opinie zarówno tych, którzy zarabiają na tego rodzaju filmach, jak i tych, którzy zawodowo zajmują się krytykowaniem (Jacek Bromski, Artur Barciś, Jacek Żakowski, Zdzisław Pietrasik). Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że sequele są realizowane przeważnie w celach komercyjnych, kolejne filmy serii są kręcone jedynie dla pieniędzy. To klasyczne ich wyciąganie z kieszeni widzów, to bazowanie na popularności oraz korzystanie z pierwotnego sukcesu filmu. Pojawiają się jedynie nowe gadżety, nowe efekty, filmy są może ‘technicznie’ lepsze, co jednak nie oznacza wcale, że są lepiej zrobione, gdyż często są wręcz tandetne. W końcu nie należy się temu dziwić. Kino to biznes, to przemysł, to czysto komercyjna działalność. Taka komercyjna produkcja była i będzie tworzona, gdyż decyduje o niej rynek.
Niektóre sequele to istna wpadka producentów i ośmieszanie się nowymi filmami. Należą do nich zapewne te z tytułu newsa, uznane przez jedną ze słuchaczek za najbardziej kretyńskie filmy, jakie widziała. Są też i inne. One wręcz już nie bawią, są kpiną. Ile razy można oglądać te same gagi, te same efekty. Jako przykład można podać chociażby film Stanisława Tyma – ‘Ryś’, mający być kontynuacją losów Ryszarda Ochódzkiego z kultowego ‘Misia’. Wydaje się, że niektóre sceny w najnowszej produkcji zostały stworzone tylko po to, aby opowiedzieć stare, dobre dowcipy z pierwszego filmu sprzed paru lat. No tak, to oczywiste, że nie wszystkie filmy można sequelować i nie zawsze się tego oczekuje. Mając do wyboru, czy zobaczyć sequel może i świetnego filmu, czy też świetny nowy film, z zupełnie nową historią, z nowymi aktorami i nową intrygą, Jah Jah i Vito opowiedzieli się za drugim wariantem. Wygłosili przy tym płomienny apel do producentów, aby nie przyszło im do głowy nakręcić nowego ‘Rejsu’, jak również nigdy więcej nowego ‘Misia’ i aby dawali ludziom rozrywkę w nowej postaci.
Skoro wszystko zostało powiedziane - tak się przynajmniej wydaje, pozostało tylko złożyć sobie życzenia. Tak więc, Wesołych Świąt, Jah Jah i Vito. Do usłyszenia niebawem.