Na bogato było dzisiaj przy stole z powyłamywanymi nogami – w kontekście gości i treści, jakie za nimi stały. Widocznie klimat zbliżających się świąt temu sprzyja, żeby było bardziej treściwie (czytaj: więcej) niż zawsze. Jak przysłowiowych rodzynków w świątecznym cieście. Rzadko się zdarza, aby w jednym programie zaistniało dwóch gości – tak, jak dzisiaj. Dwóch niemających ze sobą nic wspólnego, każdy z innej parafii... Umiejętnie podzielili się czasem antenowym, a co z tego wyszło – poniżej.
Panie przodem, a więc na początek Dominika Adamczyk. Kto ona? Fascynatka medycyny Dalekiego Wschodu, a dokładnie medycyny chińskiej. Z tą pasją gościa Pawła idzie w parze entuzjazm dla chińskiego sposobu na zdrowie, czyli dla specyficznego sposobu gotowania, znanego jako gotowanie według Pięciu Przemian. Na tym bowiem opiera się tradycyjna medycyna chińska, bazująca na filozofii taistycznej. Dominika Adamczyk wdraża w praktyce jej zasady na co dzień w swojej kuchni, a ponadto propaguje je wśród niezorientowanych i niewiedzących nic na ten temat. Założyła w tym celu Akademię Zdrowego Odżywiania o dźwięcznej nazwie TAO ZDROWIA, która organizuje warsztaty zdrowego gotowania.
Na czym w wielkim skrócie polega zdrowe mieszanie w garach? Ano na tym, aby jeść zgodnie ‘z szerokością geograficzną i porami roku’ (podstawowa zasada dietetyki medycyny chińskiej) oraz kłaść nacisk na wartość energetyczną jedzenia. I nie chodzi tu o kalorie sensu stricte, a o energię ‘chi’, która występuje w tym, co zjadamy. Poza tym, należy unikać pewnej regularności, wykluczyć ze swojego jadłospisu niektóre potrawy i używki, gotować długo i namiętnie. Dobrym przykładem ‘pięcioprzemianowego’ dania jest poczciwy polski bigos, najlepszy wtedy (prawda stara jak świat), gdy gotowany jest przez parę dni. Jak się okazało, posiada w sobie wielką, głęboką mądrość medycyny chińskiej. No proszę, kto by przypuszczał?
Po sposobie na zdrowe życie, za sprawą kolejnego gościa zaistniała zdrowa... książka. Zdrowa, bo dla każdego, bez ograniczeń i zakazów. Dla dzieci i młodzieży w każdym wieku przede wszystkim, ale także dla dorosłych, którzy zabawią się przy niej świetnie, pod warunkiem, że mają w sobie jeszcze coś z dziecka lub są w stanie pacholęta zrozumieć. Rozumie je Janusz Onufrowicz, autor Margo – niebezpieczna wyspa (o tej książce mowa), znany do tej pory przede wszystkim z tasiemca Złotopolscy, a także z mniejszych form literackich - tekstów piosenek i wierszy. Różne okoliczności przyrody sprawiły, że został właśnie powieściopisarzem, poczyniwszy pełną fantazji... ‘opowieść łobuzerską’. Takie usposobienie ma główna jej bohaterka - pyskata, wyszczekana, zadziorna, niedająca sobie w kaszę dmuchać, samodzielna i potrafiąca oddać razy Margo, która w gruncie rzeczy jest normalnym, sympatycznym i pełnym wigoru dzieciakiem.
Pisanie zajęło mu dwa lata, tyle samo wydawanie... pierwszego tomu powieści. Na kartki papieru rzuca właśnie dalsze losy swojej bohaterki, bo książka z powodu swojej wielowątkowości była tak jakby ‘zamyślona’ na dwa tomy. Przy pisaniu inspirował się Bajkami robotów Lema, Panem Kleksem Brzechwy oraz papciem Chmielem (Tytus, Romek i A’Tomek). Starał się pisać szczerze i tak, aby czytanie książki sprawiło przyjemność jemu samemu. Bawi się w niej językiem, bo to lubi wyjątkowo. Pierwszym jej konsultantem była siostra, ale dla zebrania początkowych opinii posiłkował się także znajomymi. Kropkę nad ‘i’ postawił wydawca.
To powieść fantastyczna – nie ma w niej konkretnego ‘tu i teraz’, są przygody, tarapaty, jest szalony naukowiec, są stwory o dziwnych nazwach (psorły, pingury), są motywy kulinarne (hmm... czyżby muchomulary w blućwie z farfoclami?), jest także odrobina mroku i czarnego humoru. Janusz Onufrowicz pogodził się z tym, że porównuje się ją do Harry Pottera i... liczy na sukces. No to niech tak będzie, a co!
Dzisiejszy Blat został tradycyjnie nagrany – o TU. Audycji zawsze można wysłuchać ponownie. |