Dziś w Machinie powiało egzotyką. Do studia przybyły bowiem dwie przesympatyczne młode damy. Loi Hong Diep (co znaczy "Czerwony Liść") z Wietnamu i Emilka, redaktorka portalu promującego kulturę tegoż państwa.
Czerwony Liść jest malarką, maluje postacie kobiet, głównie na jedwabiu. Jej prace można obejrzeć na stronie www.loihongdiep.net. Odpowiedziała na kilka pytań, które nurtowały Admirałów i słuchaczy. Mówiła wprawdzie trochę łamaną polszczyzną, ale jak sama stwierdziła - język polski jest dużo trudniejszy niż wietnamski. Jah Jah i Vito przyznali, że chociaż w każdym mieście w naszym kraju znajduje się jakiś wietnamski lokal, to tak naprawdę o Wietnamczykach przeciętny zjadacz chleba wie niewiele. Loi rozpoczęła od zaprzeczenia przeświadczeniu jakoby Wietnamczycy zajmowali się tylko handlem i gastronomią. Wśród nich są także designerzy, architekci, lekarze. Lubią tu być, ponieważ kochają Polskę. Za jej klimat (bo jest śnieg i są pory roku), swoich polskich znajomych i kuchnię: gołąbki (których to nazwy Loi nie mogla sobie przypomnieć, ale Vito odgadł bezbłędnie o co chodzi - "mięso zawinięte w liść"), rosół i flaki (ponieważ "dobre flaki są bardzo dobre").
Jah Jah zainteresował się obyczajami wietnamskimi, które są kultywowane przez nich w Polsce. Loi opowiedziała o obchodach Nowego Roku, które to wypadają mniej więcej miesiąc później niż nasze. W ten dzień spotyka się dużo ludzi, rodzina i znajomi. Razem się bawią, gotują i jedzą, wspominają także zmarłych. O północy wypijają symboliczną ilość alkoholu. A propos jedzenia... Najpopularniejszą potrawą spożywaną podczas obchodów Nowego Roku są sajgonki. Jest także ciasto z ryżem i mięsem, a potrawa ta ma piękny zielony kolor. Niestety, Loi nie wiedziała jak można przetłumaczyć jej nazwę na język polski. Jedzenie wietnamskie jest bardzo urozmaicone, z racji wpływów francuskich i amerykańskich. W Wietnamie jedzenie psów zdarza się coraz rzadziej. Wciąż jedzone są na północy, w górach, są to jednak specjalne rasy, przeznaczone właśnie do celów konsumpcyjnych.
Pod koniec wizyty w studio przemówiła także Emilka, która zaprosiła wszystkich słuchaczy na imprezę promującą Wietnam, połączoną z wernisażem prac Loi. Odbędzie się ona 20. października w klubie Depozyt44, przy ulicy Solec 44. Przewidziane atrakcje to: pokazy slajdów, taniec wietnamski i impreza z najlepszymi setami DJ-ów. Oczywiście też z Wietnamu.
Gdy niewiasty opuściły studio, Maszyniści zajęli się mailami od słuchaczy. Piotrek napisał o swoim sąsiedzie, Koreańczyku, którego bardzo podziwia za to, że zadziwiająco szybko nauczył się mowić po polsku. Krzysztof napisał o swojej dziewczynie, która jest pół-Wietnamką. Obecnie jest w swoim kraju, gdzie uczy się języka... chińskiego. Jah opowiedział także o małej knajpce wietnamskiej, znajdującej się przy Politechnice, gdzie studenci zostawili kartkę. "Znaleziono psa. Wiadomość w smażalni". Wietnamczycy mają także swój narodowy sport. Jest to piłka kopana przez siatkę. A przynajmniej tak określili go Redaktorzy. Vito przy okazji opowiedział o swoim szalonym nauczycielu wychowania fizycznego z podstawówki, który wymyślił grę podobną do tejże piłki. Grać należało jeżdżąc zadami po podłodze...! Vito, sprawny jak Wietnamczyk, doskonale sprawdzał się na bramce. :)
Wychodząc ze studia, Admirałowie wspomnieli o warszawskim Pekinie, czyli Pałacu Kultury i Nauki, który zdaje się być smakowitym kąskiem. Wystarczy obtoczyć go w cieście ryżowym, posypać sezamem i wrzucić na rozgrzany tłuszcz. Smacznego!