Za oknami zima w pełnej swojej krasie, hmm... i ze wszystkimi niewygodami z nią związanymi. Ulice i drogi śniegiem zasypane, na termometrze mniej niż zero, słońca nie uświadczy się. Z jednej strony wiadomo, że jak jest zima, to musi być zimno (palacz w Misiu naprawdę miał rację!) i mróz ma prawo lubieżnie łapać za kolana, ale rzadko komu takie ‘pieszczoty’ pasują. Prawda taka, że nikt nie znosi marznąć czekając na przystankach komunikacji miejskiej, nikt nie lubi odkopywać samochodów z potężnych zasp na osiedlowych parkingach czy też przewracać się na oblodzonych ulicach, bo Zenek nie posypał ich piaskiem. Każdy rozmyśla, jak tu przetrwać ten czas i jak się zimie nie dać. Bo ucieczki przed nią w kraju nad Wisłą leżącym tak jakby nie było, chyba że… Ale o tym później.
Dzisiaj przy stole nóżek pozbawionym przycupnęli ci, którzy mają receptę na tę porę roku. Wiedzą jak się rozgrzać, jak zrobić sobie dobrze i wpędzić się w swoisty błogostan, gdy za oknem mróz siarczysty. Dobrym rozwiązaniem wydaje się być micha ciepłej zupy. O tej porze roku polewka sprawdza się szczególnie. Nie musi być wymyślna, ważne aby była odrobinę bardziej kaloryczna niż latem i łatwa do podgrzania po przyjściu z zajęć lub pracy. Rozgrzeje i energii doda i pomidorówka, i krupnik, i grochówka - o zawiesistej i pikantnej gulaszowej nie wspominając. Miska zupy na dobry początek, a potem zawsze można pokombinować – ot, chociażby z herbatą. Niektórzy wierzą w moc ‘prądu’ dodanego do kubka. Fakt, kapka rumu nie zaszkodzi, a rozgrzeje.
Niezłym rozwiązaniem są kąpiele w wannie własnej (lub cudzej – jeśli ktoś dla wygody pozbył się tego sprzętu ze swojej łazienki, instalując sobie w zamian kabinę prysznicową), z obowiązkową pianą i dodatkami zapachowymi, które i rozgrzeją, i zrelaksują. Można także uciec pod ciepły kocyk lub na fotel – w jednym i drugim przypadku przyda się dobra książka w garści. Namiastkę ciepła – i to potężnego – można znaleźć w saunie. Tu rzeczywiście zmarzluch doprowadzi się ‘do siódmych potów’, a przy okazji wzmocni swoją odporność. Niektórzy uciekają w solarium twierdząc, że… najcieplej jest pod lampą. Plusem tej metody jest to, że zawsze można dodatkowo poszpanować opalenizną w środku zimy.
Jeśli ktoś nie przepada za ‘trumienką’, nieobca jest mu klaustrofobia albo ośmiominutowy seans w solarium mu nie wystarcza, pakuje do walizki kostium kąpielowy i wsiada do samolotu byle jakiego… Byle jakiego, ale udającego się tam, gdzie jest zawsze ciepło, a śnieg tudzież mróz są zjawiskami nieznanymi. Wiele nie trzeba, aby było niedrogo, błogo, smakowicie, a przy tym cieplutko. Cenę ‘robi’ przelot, a na miejscu rozkoszować można się egzotyczną rzeczywistością prawie za darmo. Wystarczy tylko mieć w portfelu coś poza podszewką…
Byle do wiosny! A póki co można rozgrzać się odrobinkę odsłuchując sobie dzisiejszą audycję. Jest przechowywana TU.