Dziś piątkowo a la filmowo. Wędrujący po stołecznym mieście Warszawa Jah Jah zauważył... no właśnie zauważył, że nie ma na czym oka zawiesić. Gdzie się podziała ta słynna w świecie polska szkoła plakatu?
Może nie zniknęła zupełnie, tylko błądzi gdzieś po okolicy próbując trafić do szerszego odbiorcy, jak nasz dzisiejszy gość - Andrzej Pągowski, artysta plastyk, którego plakaty zostały uznane nie tylko w Polsce, ale i na międzynarodowych konkursach (np. plakat do filmu "Hair"). Pan Andrzej trochę się spóźnił, ale za to zamiast godziny, spędził z nami prawie cały program, którego temat to, uwaga, konik Jah Jah. Jak sam przyznał, kiedyś chciał zajmować się właśnie projektowaniem plakatów.
Po zapoznaniu się z definicją plakatu (KLIK) spojrzeliśmy razem z panem Andrzejem na to, co wisi na naszych ulicach. No i niestety w większości jest to chłam robiony przez agencje reklamowe, dla których graficzne elementy promocji są widać sprawą drugorzędną. Przykładem był tu plakat do filmu Katyń, na którym są twarze aktorów, ale nie ma tam żadnego elementu, który zostanie zapamiętany, gdy sam Katyń przestanie być grany.
Odsetek dobrych plakatów na ulicy pan Andrzej ocenił na 5%, ale gdy chciał poznać nazwisko autora jednego z tych porządnych projektów, okazało się, że plakat jest niepodpisany. Natomiast kiedyś z daleka można było rozpoznać autora po charakterystycznym dla niego sposobie rysowania. Teraz, w dobie komputerów, coraz częściej jest to niemożliwe. Sam pan Andrzej od paru lat korzysta z programów graficznych, ale tylko do obróbki tego, co własną ręką narysuje.
Swoją teorię dlaczego teraz zanika dobry plakat przedstawił Jah Jah. Otóż kiedyś była komuna i trzeba było kombinować jak tu przekazać treści polityczne tak, żeby symbol zrozumieli wszyscy poza cenzurą. Zamiast pokazywać wprost o co chodzi, zmuszano ludzi do chwili zastanowienia. Udawało się to także dzięki wykształconemu odbiorcy, który potrafił odszyfrować przekaz. Dziś bardzo trudno o symbol zrozumiały dla wszystkich, a wyjątkiem wydaje się być tu tylko "Coexist" Piotra Młodożeńca.
Mistrz opowiedział też trochę o zmaganiach z cenzurą. Plakat do filmu "Kung-Fu" przedstawiał ręce lada chwila mające rozerwać krępujący je sznur. Cenzor zainteresował się dlaczego tam jest sznur, co on ma symbolizować. Autorowi udało się wyłgać, że to po prostu przedstawione takie ćwiczenie trenujące siłę i wytrzymałość. Z kolei na plakacie do "Misia" Andrzej Pągowski narysował słomianą kukłę misia z zaklejonym pyskiem i tłumaczył się, że u Barei taki właśnie miś był. Cenzor widać filmu nie oglądał i nie wiedząc, że tam żadnych plastrów nie było, przepuścił projekt. Nie mogło nie paść pytanie o polityczne reklamy na billboardach. Tu też pan Andrzej był rozczarowany poziomem tych grafik, które głównie przedstawiają twarze, co jest dość niebezpieczne, bo, jak dzisiejszy gość powiedział, każdy antyfan (!) może podejść i dopisać co mu leży na sercu. Mistrz wyróżnił za to plakat Partii Kobiet i pochwalił ładną formę i miłe przesłanie. Także prowadzącym AR Machinę przypadł on do gustu, a przy okazji pozdrowili panią Manuelę Gretkowską.
Padło od razu pytanie jak kobiety sobie radzą w sztuce plakatu. No i tu pan Andrzej poprosił o kolejny zestaw pytań. No jakoś tę dziedzinę sztuki zdominowały kobiety, co nie znaczy, że panie nie są tam mile widziane. Sam Mistrz otacza się w swojej pracowni kobietami, które pracują na najbardziej kreatywnych stanowiskach.
A jak wygląda przyszłość plakatu filmowego w Polsce? Są młodzi, zdolni twórcy, ale potrzebują szansy wykazania się. Na szczęście coś się zaczyna zmieniać w myśleniu i do filmowców dociera, że dobry plakat to ważna forma promocji, a do tego oddzielna forma sztuki. Może znajdą zatem trochę pieniędzy na porządnych grafików, których wynagrodzenie, jak zapewniał pan Andrzej to ułamek ułamka ułamka budżetu całego filmu.
Pojawiło się także pytanie od słuchacza co nasz gość sądzi o vlepkach. Ano podoba mu się ta forma streetartu, lecz tak samo jak graffiti kojarzy mu się niestety z wandalizmem. Szczególnie rażą badziewne tagi malowane na murach zabytków lub ledwo postawionych budynków. Sztuka to jednak z założenia niepokorna i jej istnienie ma sens tylko wtedy, gdy jest nielegalna...
Czyli pozostaje nam wierzyć, że kolorowe czasopisma nie będą spychać sztuki w kierunku plastiku, nie pojawi się program "Jak oni malują", a i polskie filmy będą na takim poziomie, jak te najlepsze z trwającego właśnie festiwalu w Gdyni i robienie do nich plakatów będzie przyjemnością.
Natomiast już teraz wszyscy słuchacze mogą spróbować swoich sił w tej formie sztuki i stworzyć plakat do Antyradio Machiny. Jest to konkurs, w którym prace będzie oceniał sam Andrzej Pągowski, a nagrodą jest album z 30 plakatami na 30-lecie jego pracy artystycznej. Album oczywiście podpisany przez samego Mistrza "dla Antyradia 94". Prace można nadsyłać przez tydzień na machina@antyradio.pl.
Warto było spędzić ten piątkowy wieczór z AR-M, bo temat ciekawy i gość niebanalny (miejmy nadzieję, że jeszcze zawita do studia AntyRadia). Można było się dowiedzieć, że u Jah Jah wiszą ciągle polskie wersje plakatów do "Taksówkarza" i "Ojca Chrzestnego", a i muzyka przyjemna dla ucha (wyróżnienie dla Christian Woman Type O Negative). Spragnionych większej ilości informacji i grafik polecam strony: http://www.poster.com.pl/ http://www.agrayspace.com/posters/ http://www.cinemaposter.com/