 Jak zarobić na przysłowiową bułkę z masłem w sposób inny niż ten, jaki ma się w zwyczaju i jaki uznaje się samemu za normalny, bo zgodny bądź to z posiadanymi umiejętnościami, bądź z tym, do czego się przywykło? Zarobić w sposób niekonwencjonalny, bo pojawiła się taka okazja, bo łatwo i szybko można skosić niezłą kasę, bo nie wymaga to dużego nakładu sił ani specjalnych umiejętności albo dlatego, że rysuje się możliwość doznania czegoś nowego, co może być przy okazji nawet zabawnym doświadczeniem. Czy kiedykolwiek w życiu zdarzyło się biesiadnikom, którzy przycupnęli w niedzielne przedpołudnie przy stole z powyłamywanymi nogami, zarobić niezłe pieniądze w taki alternatywny sposób, nawet jeśli był on w sprzeczności z utartymi zwyczajami, tradycją lub wbrew własnym zasadom etycznym i moralnym albo... Matko Przenajświętsza... z pogwałceniem prawa?
To był jeden z tematów, jaki Paweł wyłożył dzisiaj na nasz zmontowany powakacyjnie blat. Inne rodziły się spontanicznie podczas audycji (dla przypomnienia: bezgostnej, jak stanowi od pewnego czasu niedzielna tradycja), chociaż trzeba przyznać uczciwie, że tak jakoś od razu były one mniej lub bardziej skonkretyzowane i ukierunkowane. Wiele nie potrzeba, aby bezbłędnie przewidzieć, że dotyczyły one głównie kulinariów stosowanych – w sensie przepisów i porad. Bingo! Rzeczywiście, kwestia alternatywnego zarabiania pieniędzy przeplatała się z propozycjami ‘czegoś na ząb’, a że koniec lata bliski i jesień puka już niemalże do drzwi, to i zainteresowanie mogło być jedno: smaki jesieni. Co kojarzy się z nimi nierozerwalnie? Oczywiście grzyby.
Sezon grzybowy w pełni i grzechem byłoby tego faktu nie wykorzystać. Pełno ich wszędzie ostatnio – w lasach, przy drogach dojazdowych do miast, na bazarach i w sklepach. Nic, tylko przebierać i wybierać – zgodnie z upodobaniami podniebienia lub zgodnie z ich... przeznaczeniem. Bo oczywistą oczywistością jest to, że z grzybami można dużo zadziałać - zarówno teraz, jak i za czas jakiś, w sensie nasycić się nimi dzisiaj i zachować na zimowe dni, zamrażając je, susząc lub zalewając octem z przyprawami, czyli marynując. Przydadzą się na pewno i do potraw wigilijnych, i na zakąskę, i na przekąskę.
Wszystkie grzyby godne są najwyższej uwagi, ale dzisiaj biesiadnicy zgromadzeni przy stole bez nóg wzięli się za bary głównie z pieprznikiem jadalnym, czyli poczciwą i urokliwą żółto-pomarańczową kurką, będącą jednym z bardziej popularnych grzybów zalegających w polskich lasach. Znawcy cenią je głównie za specyficzny smak (lekko pieprzowy – stąd chyba ich nazwa botaniczna) oraz za aromat, przypominający odrobinę zapach moreli. Smakują wybornie w kartoflance, jajecznicy, zapiekankach różnego rodzaju, naleśnikach, pierogach czy quiche'u, ale mimo wszystko najlepsze są solo. Ot uduszone po prostu na maśle, z dodatkiem cebuli i kapki śmietany. Mniam, mniam, mniam.
I tak oto działo się dzisiaj w postmodernistycznym paśmie poszukiwaczy przygód. Następny odcinek Blatu już w najbliższą sobotę, a dzisiejszy zawsze jest możliwy do ponownego odtworzenia. Wystarczy kliknąć TU. |