Ekipa urzędująca w Puszczy Kampinoskiej zaprosiła na koc kolejnego gościa. Był nim Jerzy Urban, który pomimo sporej niechęci do tego typu miejsc zdecydował się jednak na przybycie i opowiedzenie słuchaczom o ulubionej muzyce.
Już na wstępie redaktor tygodnika "Nie" przyznał, że ponad wszystkie dźwięki przedkłada ciszę. Muzyka nigdy nie była dla niego czymś ważnym, a jedynie akompaniamentem do pewnych nastrojów. Służyła wzbudzaniu lub wzmacnianiu emocji. Jego sentymentalna podróż w przeszłość rozpoczęła się chronologicznie od czasów najdawniejszych. Jako dziecko pobierał lekcje gry na fortepianie, lecz szło to raczej opornie. Melodią charakterystyczną dla tego okresu życia była ta pochodząca z kreskówki "Były sobie świnki trzy". Młody Jaś Urban miał włosy, nosił tyrolskie spodenki i takiż kapelusik. Podczas II wojny światowej, będąc we Lwowie, gość Tomka Kina przysłuchiwał się pieśniom, które płynęły z ust maszerujących żołnierzy radzieckich, a potem niemieckich. W związku z tym, na antenie AR wybrzmiał 'Marsz Polonia'. Tuż po nim, w eterze pojawił się hymn włoskich komunistów - 'Bandiera Rossa'. Ze swoich rozlicznych podróży Jerzy Urban nie miał w zwyczaju przywozić muzyki. Natomiast na organizowanych przez siebie przyjęciach stawia raczej na występy live. Wracając do muzycznej podróży, to kolejnym utworem rekomendowanym przez dzisiejszego gościa był motyw z 'Opery za 3 grosze' Brechta autorstwa Kurta Weill'a. Jerzy Urban przyznał, iż szczególnie lubi słuchać bluesa, muzyki klasycznej, ale i tak zwycięża wspominana już cisza. Ta jest jednak jednym z wrogów radia i wobec tego z głośników popłynęły dźwięki 'Podmoskiewskich wieczorów' w interpretacji Chóru Aleksandrowa - piosenki biesiadnej z czasów młodości redaktora 'Nie'. Jako kontynuator klimatów ze wschodu wystąpił Bułat Okudżawa w kompozycji pt. 'Modlitwa'. Początek lat 70-tych skojarzony został z twórczością Janis Joplin nazwanej przez Urbana fenomenem muzycznym. To także okres chyba najbujniejszego rozkwitu życia towarzyskiego gościa Tomka Kina. Tego wieczora wybrzmiała także druga 'Modlitwa'. Tym razem w wykonaniu Edyty Geppert. Przy okazji wyszło na jaw, że Jerzy Urban ceni piosenki, które zawierają w sobie interesującą warstwę tekstową. Dodał także, iż prócz filharmonii nie był w życiu na żadnym koncercie. Zapytany o synonim muzycznego kiczu wybrał polskie piosenki patriotyczne. Ostrze krytyki uratowało tylko pieśń 'My, Pierwsza Brygada'. Dzisiejsze spotkanie na polanie w Puszczy Kampinoskiej obfitowało w szereg kontrowersyjnych stwierdzeń. Choć Jerzy Urban zarzekał się, że nie jest melomanem, to jednak zaproponowany przez niego zestaw utworów był całkiem interesujący. Do tego dźwięki zostały sprawnie oplecione historiami z życia zaproszonego gościa. Na zakończenie audycji Tomek Kin przygotował dla rozmówcy niespodziankę. Był to motyw z musicalu 'Jesus Christ Superstar'.