Nadeszła pora majówkowania i wypadów na łono natury. Toż to rozpoczął się właśnie maj! Tradycyjnie wraz z nim zaczynają się wyprawy za miasto.
Za oknem nastała prawdziwa wiosna, która wyjątkowo sprzyja piknikowaniu i spędzaniu wolnego czasu pod gołym niebem, w otoczeniu buchającej zieleni i świergolących ptasząt, w promieniach grzejącego coraz bardziej słońca. Może niekoniecznie dzisiaj, kiedy to – zgodnie zresztą z przewidywaniami speców od pogody – kap, kap, kap płyną z nieba mniej lub bardziej intensywnie deszczowe łzy. Ale już jutro, pojutrze lub w następny weekend może być bardziej sprzyjająca pogoda, aby wyrwać się z miasta i ukoić stargane nerwy, wykorzystując zbawienny wpływ na nie zieleni wszelakiej.
Póki co przed biesiadnikami stołu z powyłamywanymi nogami wielka (bo długa - choć nieprzesadnie w tym roku) majówka. Każdy ma własne pomysły jak ją spędzić, a jednym z nich może być wypad na łono natury. Co wziąć ze sobą – poza dobrym humorem – doradzał dzisiaj Paweł. Zebrawszy razem do kupy garść inspiracji, zapakował je w kosz majówkowo-piknikowy, który jest bardzo przydatny na taką okoliczność. W gruncie rzeczy to ważne, jak przygotować się do wypadu i czym wypełnić wiklinowe cudeńko ze zmyślnymi przegródkami, w których swoje miejsce znajdą i piknikowe wiktuały, i zastawa (nie musi być porcelanowa, może być plastikowa), i sztućce, i serwetki no i oczywiście gustowny kolorowy obrusik.
Skoro już wiadomo, że prawdziwy piknik nie może obyć się bez odpowiednio przygotowanego kosza, pora zająć się menu. Jakie powinno być? Przede wszystkim niekłopotliwe w transporcie. Drogę na zieloną trawkę powinno znieść tak, żeby nic się nie powylewało, nie porozsypywało i nie popaćkało przy okazji wszystkiego, co w koszu, a na miejscu – ubrań majówkowiczów. Dobrze by było, aby było lekkie, wiosenne, no i cóż – smaczne. Co więc powinno na nie składać się?
Od niepamiętnych czasów wiktuały piknikowe rządzą się niejako swoimi prawami. Jak pamięcią sięgnąć, nie mogło wśród nich zabraknąć zimnego mięsa upieczonego dzień wcześniej – kurczaka czy czegoś innego, co dało się pokroić w plastry i ułożyć na skibce chleba, kultowych jaj na twardo i nie mniej kultowej kiełbasy, rzodkiewek, ogórków (w pełni lata obowiązkowo małosolnych!) i pomidorów. Nie zapominano także o czymś na słodko (najczęściej było to ciasto lub drożdżówki) oraz o czymś do picia, a także o owocach.
Dzisiaj Paweł rzucał kapkę innymi niż tradycja nakazuje pomysłami, od ‘normy’ piknikowej jednakowoż nie odbiegającymi. W jego koszu znalazły się południowoafrykańskie chlebki faszerowane hummusem, tortilla z liśćmi świeżego szpinaku i kozim serem, placki z maślanki, sałatka z tuńczyka (z dodatkiem avocado, ananasa i orzechów piniowych), sajgonki z bananem i kremem kasztanowym, cygara daktylowe, szparagi z sosem holenderskim, tarta, arbuz, a na popitkę – esencja lemon honey tea (do rozrobienia z wodą mineralną) zamiast niezdrowych ‘gazowańców’.
Wszystko to, co padło na antenie można odsłuchać jeszcze raz. Niezła ściąga do egzaminu z majówki. A wystarczy kliknąć TU. |