O stolicy pięknego kraju nad Tamizą dzisiaj w Stole Z Powyłamywanymi Nogami, a skoro tak, to oczywiście Londyn na tapecie. Wszystko z powodu niestrudzonego globtrotera AntyFanowskiej społeczności - imć Pawła Lorocha (zwanego czasami i przez niektórych wujciem), który właśnie wrócił stamtąd po krótkiej, acz hucznej wizycie, przywożąc ze sobą garść najświeższych wrażeń.
Rzuciło go tam zaledwie na tydzień, w okresie przednoworocznym, co chociaż w zasadzie nie miało większego znaczenia dlaczego teraz, a nie w innym terminie (bo przecież każda pora jest dobra, aby wybrać się do kraju Szekspira), to jednakże okazało się być szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Szczęśliwym, bo dającym Pawłowi możliwość przywitania Nowego Roku w typowy londyński sposób, który - co by nie mówić - w pewnym sensie jest usankcjonowany wieloletnią tradycją. Zgodnie z nią, Londyńczycy i goście miasta gromadnie zbierają się w samym centrum metropolii na Parlament Square, tuż przy Big Benie i Londyn Eye, a gdy słynny zegar oznajmi gromko wszem i wobec, że oto nadszedł Nowy Rok, po złożeniu sobie życzeń, oddają się z przyjemnością oglądaniu wspaniałego pokazu tysięcy fajerwerków, odpalanych z nie mniej znanego w świecie diabelskiego młyna – Londyn Eye właśnie, będącego jedną z większych atrakcji stolicy Zjednoczonego Królestwa.
Takich atrakcji – zarówno historycznych jak chociażby Westminster Abbey, National Gallery, Tower of London, Buckingham Palace, czy też współczesnych jak wspomniany Londyn Eye, miasto ma do zaoferowania wiele. Do wyboru, do koloru – według indywidualnych gustów i możliwości czasowych. Są nimi muzea, wystawy i galerie, są nimi pomniki. Zaliczyć do nich należy także centra handlowe (niektórzy specjalnie wypuszczają się do Londynu na soldy) oraz ogrody botaniczne i parki. Jak chociażby słynny Hyde Park, w którym na trawce zobaczyć można (oczywiście nie o tej porze roku, a wtedy, gdy jest ciepło) odpoczywającego sobie beztrosko po trudach zwiedzania miasta zmęczonego turystę, matki z dziećmi, albo poważnego urzędnika pobliskiej instytucji, który poluzowawszy krawat... wyluzowuje się w czasie przerwy obiadowej, wcinając z jakiegoś zawiniątka lunch i oddając się lekturze gazety.
Będąc w Londynie nie sposób pominąć także Camden Town – dekadenckiej, wielokulturowej dzielnicy z awangardowymi sklepikami sprzedającymi wariackie towary (cokolwiek miałoby to znaczyć), ze studiami piercingu i tatuażu. Jej sercem jest wielki bazar ze starociami, ubraniami i innymi najróżniejszymi artykułami ‘pierwszej potrzeby’. Tutaj każdy prawdziwy panczur (z irokezem na głowie lub bez), każdy rock’and’rollowiec czy inny ‘popapraniec’ dostanie wszystko, co mu do szczęścia jest potrzebne – zarówno dla ducha, jak i ciała.
Co jest jeszcze miłe i godne uwagi w Londynie? Na pewno zasługujące (dodatkowo) na pochwałę, perfekcyjnie funkcjonujące metro - z kilkunastoma liniami (każda z nich jest oznaczona innym kolorem i ma swoją nazwę) i z około 270 stacjami. Londyńskim Underground można dojechać prawie wszędzie. To najszybszy i najdogodniejszy środek komunikacji w tym molochu – zarówno dla samych londyńczyków, jak i turystów zwiedzających miasto na własną rękę.
Metro – tak, jest wspaniałe, jako i zabytki, tudzież inne atrakcje turystyczne. Nie można tego powiedzieć o typowej, tradycyjnej kuchni brytyjskiej. Ta ma raczej złą reputację... lub innymi słowy – nie jest uważana za zbyt wykwintną i zdrową, chociaż Anglicy uważają, że mają się czym pochwalić (stekami – jeśli nie są wysmażone na wiór, jagnięcymi kotlecikami z miętowym sosem, shepherd’s pie - plackiem pasterza z mięsem i ziemniakami puree, klasyką – fish and chips). Złe notowania ma typowe angielskie śniadanie. Jest obfite i wielce kaloryczne, bo to i kiełbasa, i smażone pieczarki, i fasolka w sosie pomidorowym i jeszcze jajka na bekonie. Nie ma jednak obowiązku zaczynać dnia od full English breakfast, tak samo jak nie trzeba wybierać z karty dań w restauracji brytyjską specialité. W Londynie jest mnóstwo knajpek z kuchnią orientalną. Co parę metrów można natknąć się na nowy kontynent kulinarny... do spożycia.
No to co? Let’s go! Kierunek Londyn. Warto i trzeba, nawet jeśli już się tu było. Bywalcy twierdzą, że za każdym razem odbiera się to miasto - nowoczesne, a jednocześnie w miły sposób konserwatywne - inaczej. :)
Dzisiejszy Blat będzie możliwy wkrótce do odsłuchania TU.