Nosił wilk razy kilka... Dzisiaj jego ponieśli. Nie dosłownie, a raczej z przymrużeniem oka należy podejść do tej mądrości ludowej, jako że na żadną karę za ‘szkodzenie’ komukolwiek dzisiejszy gość Stołu z powyłamywanymi nogami nie zasłużył. Wręcz przeciwnie, jeśli już na coś, to na ‘ochy’ i ‘achy’ wyrażające zadowolenie, że jest jednym z AntyRadiowej braci redaktorskiej, umilającej czas słuchaczom na co dzień, a nawet od święta.
Znany jest z anteny każdemu szanującemu się fanowi stacji. To właśnie jego głosem wybrzmiewają codziennie warszawskie Godziny Szczytu i Gwiazdorozbiór w niedzielę. Młody (de facto najmłodszy spośród AntyRadiowców – zarówno wiekiem, jak i stażem), z właściwym sobie poczuciem humoru i rockową duszą, robi to co robi (czyli blabla do sitka) na luzie i w swoim stylu. Dobry Pan Bucek obdarzył go szeregiem zalet – w tym odpowiednim potencjałem, który on teraz umiejętnie wykorzystuje na antenie. Wiadomo o kogo chodzi? Wiadomo, kto był gościem Pawła w niedzielne popołudnie? Oczywiście! Blacikową gwiazdą do rozebrania i rozłożenia na czynniki pierwsze był dziś Łukasz Ciechański – w skrócie Ciechan.
O pracy w AntyRadiu marzył od dawna, ale dopiero niedawno – ot parę miesięcy temu, udało mu się te marzenia spełnić. Tak naprawdę, gdy po raz pierwszy został studentem – a była to Politechnika Warszawska - nic nie zapowiadało, że zostanie radiowcem. Pochłaniały go wtedy bezgranicznie całki, ale to tak jakby było ciut za mało, żeby pozostać w tej zacnej uczelni dłużej. Nie wyszło. Pokonała go... Matko Przenajświętsza... macierz i ten fakt właśnie sprawił, że z Politechniki trafił na dziennikarstwo. A potem poooszło! Z górki.
Jeszcze jako młodziutki dziennikarz in spe zakuwający do zaliczeń i egzaminów, dostał się do radia studenckiego, gdzie wgrywał muzykę i opisywał utwory. Długo tam nie zagrzał. Po niespodziewanym, lecz - jak się okazało - udanym debiucie za sitkiem w zastępstwie kogoś tam, kto nie przyszedł na audycję, został ‘skorumpowany’ i trafił do radia internetowego. Po jakimś czasie wylądował w końcu w AntyRadiu, tyle że... jako stażysta. Zanim okrzepł tu w charakterze jednego z ‘naszych’ (bo ktoś zauważył, że ma niezły głos i nie mówi za często ‘yyy’) znowu upłynęło trochę czasu. Nie było to złe zdaniem Ciechana. W każdej z firm ‘po drodze’, w jakiej przyszło mu pracować, nabierał doświadczenia. Było i tak, że trzymał trzy sroki za ogon równocześnie. Oszczędność czasu godna pozazdroszczenia.
Żeby nie było tak słodko... Poza rękoma na szyję (oczywista oczywistość, że w dziewczyńskim wykonaniu), niektórzy dzisiejsi biesiadnicy zarzucali mu monotonność tematyczną - w sensie, że w Godzinach Szczytu kręci się przede wszystkim w tematach komunikacyjno-samochodowych (auta wszelakie, motocykle, buspasy, drogi, korki) i że to wszystko jest na jedno kopyto. Hmm... Jak każdy facet z krwi i kości, Ciechan samochody lubi, motocykle zresztą też. Lubi o nich opowiadać, chociaż nie odżegnuje się od innych tematów. Zboczyłby na nie w każdej chwili z ogromną chęcią, gdyby tylko mógł. Póki co musi szczytować co pół godziny i blablać o motoryzacji w szerokim tego słowa ujęciu.
Tematy damsko-męskie, które go szczególnie kręcą (rasowy facet!) tudzież absurdalne sytuacje i oderwane od rzeczywistości wydarzenia, przemyca od czasu do czasu w swoim programie, ale nie w takim stopniu jakby chciał. Pociągnięty za język przyznał, że bardzo chętnie sprawdziłby się w programie muzycznym. Chciałby opowiadać o muzyce, którą zna i w której zasłuchiwał się jako nastolatek. Opowiadać i puszczać wybrane kawałki ze swojej bogatej płytoteki.
No tak... O Ciechanie można byłoby jeszcze długo rozprawiać, ale pora skończyć tego newsa, chociaż oczywiście wiele wątków z audycji zostało w nim pominiętych - w tym jak gubi zbędne kilogramy, czy ma parcie na sitko, jakie sporty uprawiał i dlaczego wypiera się jak żaba błota, że jest dziennikarzem. Nie zmieściło się po prostu, panie Janie kochany. Żeby ogarnąć wszystko dokładnie, dzisiejszy Blat trzeba obowiązkowo odsłuchać jeszcze raz. Nagranie dostępne jest TUTAJ.