Z takiego założenia wyszedł Lech Kaczyński i zamierza zorganizować w warszawskim Teatrze Wielkim bal nad bale. Ma on uświetnić 90. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, przypadającą - o czym każdy wie - na 11 listopada. Do stolicy pięknego kraju nad Wisłą planuje się zaprosić prezydentów z całego świata. Bal tuż-tuż, czasu tak jakby trochę mało, a roboty wręcz przeciwnie - huk! Nawet zaproszenia nie zostały jeszcze wysłane (sic!), w dalszym ciągu są w pocie czoła wypisywane. Należałoby też zadbać o własny wygląd, a na tym odcinku prezydent Kaczyński... no, nie da się ukryć przed narodem i aparatem fotograficznym spostrzegawczych fotoreporterów... ma jednak trochę do zrobienia. Chodzi głównie o haniebne braki w prezydenckim uzębieniu, które bardzo psują wygląd polskiego męża stanu - szczególnie wtedy, gdy nasz ‘capo di tutti capi’ śmieje się tak serdecznie, ‘pełną gębą’. Na balu takich sytuacji będzie przecież co niemiara, bo to czas radości i zabawy. Wydaje się, że same kłopoty tylko z tym balem, panie Janie kochany, a tak bardzo chciałoby się odtrąbić wszem i wobec sukces przedsięwzięcia i pokazać, że Polak potrafi...
Wielki Bal Prezydencki mocno zaprzątnął głowę biesiadników zgromadzonych przy stole z powyłamywanymi nogami. Ochoczo dzielili się swoimi uwagami i spostrzeżeniami – zarówno w kwestii samego balu, jak i całej otoczki z tym wydarzeniem związanej. Przesyłali także dobre rady i sugestie natury ogólnej, co zrobić, a z czym raczej dać sobie spokój, żeby się nie ośmieszyć przed światem.
W samo południe w sukurs biesiadnikom przybyła do studia ta, która na rautach i balach... zęby zjadła (bez najmniejszego jednak uszczerbku dla stanu uzębienia), a wiedzę, maniery i obycie w tym zakresie wyssała z mlekiem matki. Na imprezach tego rodzaju zna się doskonale i ma duże z nimi doświadczenie, jako że na niejednym balu bywała (w charakterze balowiczki), niejeden perfekcyjnie współorganizowała (chociażby ten dla młodej arystokracji europejskiej, na prośbę rodu Lubomirskich-Lanckorońskich) i niejeden elegancko i wytwornie prowadziła (tu też można wspomnieć arystokrację, tyle że ‘lotniczą’). Mowa oczywiście o dzisiejszym gościu Pawła – postmodernistycznej (sic!) ZofiiCzernickiej, znanej dziennikarce i prezenterce telewizyjnej, autorce szeregu felietonów na tematy różne, konferansjerce - wszystko w jednym, która - to już tak na marginesie - przez przypadek, a może przy okazji, idealnie wpisała się w konwencję PPPP. O niej to właśnie Wojtek Młynarski napisał parę lat temu piosenkę Zocha (z podtytułem: tango postmodernistyczne), a Michał Bajor nagrał ją na płytę i włączył do swojego koncertowego repertuaru.
Co na temat balów i rautów miała do powiedzenia ich bywalczyni i wielka znawczyni? No, raczej dużo - taka prawda. Generalnie wielkie bale lubi i uważa, że powinny być organizowane. Na każdym można się dobrze i szczerze zabawić – nawet jeśli są pozbawione durnych konkursów (typu wybory miss balu). To tylko kwestia właściwie dobranego towarzystwa (fakt – nie raz taka weryfikacja uczestników balu jest niemożliwa) i dobrego prowadzenia imprezy. Na balu z prawdziwego zdarzenia powinna grać żywa orkiestra, a sala do tańca powinna być wydzielona i nie łączona z tą, na której balowicze oddają się konsumpcji. Ważną sprawą jest właściwy ubiór – panie w długich sukniach, okryte szalem lub etolą (niekoniecznie z norek), ozdobione biżuterią – obowiązkowo sztuczną (sic!)... bo prawdziwą można zgubić w tańcu. Panowie powinni bezwzględnie zwrócić uwagę na włosy (muszą być dobrze ostrzyżone i uczesane) oraz buty!!! Do wyjściowego garnituru niedopuszczalne jest obuwie na gumie!
Na balach nie tylko się tańczy wirując szyfonami, ale także jada. W balowym menu powinno się unikać... czerwoności, a więc czerwonego barszczu czy też czerwonego wina (oj, tak – plamy z nich wyjątkowo trudno schodzą) oraz potraw, które trzeba nosić w ręku. A co można uznać za wzorcowe danie balowe? Oczywiście smakowite i wytworne ‘bażanty w piórach’.
O balach, rautach, bankietach czy też eleganckich kolacjach (do takich należą ‘zasiadane’ za stołem), o których głośno było dzisiaj w Stole Z Powyłamywanymi Nogami, można mówić i pisać w nieskończoność, a tematu i tak nie wyczerpie się. Pora postawić chyba końcową kropkę... i wyciągnąć z audycji odpowiednią lekcję. Może przydać się. :)