Są ludzie, którzy przyznają szczerze, że nie lubią życia w mieście i zdecydowanie wolą wiejskie klimaty. Na wsi im się nie nudzi, czują się spełnieni, w pełni usatysfakcjonowani i zadowoleni ze swojego pomysłu na spędzanie kolejnych dni, miesięcy i lat swojego życia tu właśnie, a nie gdzie indziej. Do kina ich nie ciągnie, zresztą – to tak na marginesie – mając rzutnik sami je sobie tworzą kiedy chcą, w... pustej oborze. Z innych zdobyczy cywilizacji akceptują praktycznie jedynie dostęp do Internetu. Fakt niezaprzeczalny, który nie da się ukryć – ten wynalazek rzeczywiście bardzo ułatwia życie w dzisiejszych czasach, bez względu na to czy mieszka się na wsi, czy też w dużym mieście.
Ale przejdźmy może 'do adremu', bo zagajenie na temat wsi nie było bez powodu. Otóż, jeden z miłośników życia na odludziu, z naturą za pan brat, która dostępna jest na wyciągnięcie ręki, był dzisiaj gościem Pawła w pierwszym powakacyjnym spotkaniu przy stole z powyłamywanymi nogami. Kto zacz? Artur Rosa - właściciel gospodarstwa agroturystycznego, położonego w malowniczej miejscowości o nazwie Stare Kawkowo, otoczonej grzybnymi lasami, lawendowymi łąkami tudzież stawami i jeziorami, w których skutecznie można moczyć 'kija'. Ten raj na ziemi - dla tych, którzy lubią zaszyć się na takim odludziu na jakiś czas - znajduje się w północno-wschodniej części Polski, w województwie warmińsko-mazurskim.
Gospodarstwo prowadzi razem z małżonką (Elizą) już od paru lat, porzuciwszy w tym celu na zawsze Warszawę z jej hałasem, ruchem i pędem. Od razu trzeba zaznaczyć, że nie jest to takie standardowe gospodarstwo agroturystyczne, jakich w kraju nadwiślańskim są tysiące. Standardowe, czyli otwierające się na mieszczuchów spragnionych sielsko i tanio spędzić wakacje, a przy okazji poznać prawdziwe życie na wsi, bo takowe znają jedynie z obrazków w książce. Gospodarstwo Artura Rosy do takich nie należy. Ze zwierząt hodowlanych trzymane są tu bowiem jedynie kozy (same panienki, bez capa – co by mleko i sery z niego robione nie miały specyficznego zapachu), nawet kury są tu niemile widziane, a co dopiero krowy czy prosiaki. Tu bydła nie uświadczy się, tu kultura i sztuka, stąd właśnie kozy wydają się być największą wiejską atrakcją tego gospodarstwa. Co poza malowniczą okolicą i 'mieeećkami' przyciąga ludzi do Starego Kawkowa? Ano organizowane przez właścicieli Łan Sztuk (nazwa domostwa) warsztaty artystyczne (komiksowe, filmowe) i plenery malarskie, a także inne spotkania w wąskim gronie – choćby takie dla pań, aby mogły one pomedytować nad samymi sobą, w sensie nad swoim jestestwem...
O urokach życia na odludziu i z dala od cywilizacji, o spełnianiu się artystycznie i o atrakcjach turystycznych w okolicy, mniej o jedzeniu - bo zna się na nim tyle, co koza na pieprzu, opowiadał dziś gość Pawła, zachęcając oczywiście do odwiedzenia Starego Kawkowa. Kto nie mógł wysłuchać, może odtworzyć sobie audycję. Została tradycyjnie nagrana TU.