Parę godzin temu przejął we władanie świat cały, entuzjastycznie i hucznie witany na wystawnych balach, skromniejszych trochę imprezach w klubach i pubach lub na kameralnych domówkach. Albo też pod chmurką, razem z mediami – jak to ostatnio jest w modzie. Tak czy siak, już jest. Nowy 2010 Rok!
W nocy szampan i fajerwerki, dzisiaj – ‘tupot białych mew’ lekuchno doskwiera. Całe nasze jestestwo - począwszy od głowy, poprzez trzewia i na nogach skończywszy - domaga się ukojenia. Co prawda biesiadnicy zgromadzeni przy noworocznym stole nóg pozbawionym nie przewalili, ale chyżo spieszyli z życzliwymi radami dla tych, którym katzenjammer (czyli poczciwy kac, kociokwikiem też zwany) żyć nie daje. Każdy ma swoją wypróbowaną, mniej lub bardziej sprawdzoną, metodę na ‘day after’, czyli zawroty i ból głowy, suchość w ustach, niestrawność.
Jedni zalecali wlewanie w siebie cytrusów rozpuszczonych w wodzie, inni optowali za sokiem ‘spod ogórków kwaszonych’ lub kefirem i kwaśnym mlekiem albo też kawą z cytryną. Jak widać, generalnie wszystko zmierzało ku temu, aby z kaca łagodnie schodzić na kwaśno, chociaż były też rady zastosowania zasady ‘czym się strułeś, tym się lecz’ lub… przeleżenia w spokoju w łóżku z kompresem na głowie i czekania, aż organizm sam zwalczy zatrucie. Aha, końskiego apetytu tego dnia zazwyczaj nie ma się, ale coś z jajek – jajecznica, jajka sadzone, jajka na miękko lub przynajmniej kogel-mogel nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie – pomoże zmaltretowanemu organizmowi stanąć na równe nogi.
Odtruwał muzyką Paweł. Grał kojąco, dobierając misternie co wspanialsze perełki z przebogatej AntyRadiowej play listy i… z wiadomej zakładki. I tak oto wspólnie przywitaliśmy przy stole z powyłamywanymi nogami Nowy 2010 Rok. Niech się w nim darzy! |