O przyjaźni polsko-ukraińskiej i sushi z borowikami
8 tysięcy złotych to cena wywoławcza liposukcji, o który to zabieg Michał Figurski dopytywał się we wtorkowej Antyliście w związku z rosnącą wagą Joanny Liszowskiej. Dowiedział się przy okazji, że przy znacznym nadmiarze kilogramów, sama liposukcja to stanowczo za mało, wtedy trzeba przejść do radykalnych cięć, a konkretnie plastyki brzucha. Najwyraźniej podziałało to na wyobraźnię Michała, który sam odpowiedni ciężar gatunkowy posiada, bo wyznał na antenie, że dobrze mu ze swoimi kilogramami, i jak wszystkim wiadomo, facet bez brzucha kiepsko się ru...
Było też o Edgarze, który spuścił ze smyczy swoje borowiki na czas konsumpcji sushi, a te z radości zapomniały po niego wrócić. Znaczy się wróciły, ale te 20 minut Gosiek spędził na ulicy przestępując z nogi na nogę. Poproszony o komentarz w sprawie borowików były poseł PiS, Marian Piłka, przypomniał, że w całej historii Polski były tylko dwa zamachy polityczne; celem pierwszego był król Zygmunt III Waza, a drugiego prezydent Gabriel Narutowicz. Jak widać, były to głowy państwa, a nie podrzędni byli wicepremierowie jak Gosiek. Potrzeba BOR-u jest więc potrzebą względną, czytaj: w przypadku Gosiewskiego - zbędną. Michał zasugerował, że PiS posiada z pewnością papiery i na Zygmunta III Wazę, i na Narutowicza, a prędzej czy później znajdą się również haki na słuchaczy Antyradia.
Było o byłym wicepremierze, znalazło się także miejsce dla niedoszłego premiera z Krakowa, który u Szymona Majewskiego szył półtuski i śpiewał z Cerekwicką. Jak się okazuje, nie była to pierwsza piosenka w repertuarze Jana Maria Rokity, bowiem Antyliście udało się dotrzeć do archiwalnego protest songu "Nicea albo śmierć".
A skoro śmierć, to ptasia grypa, która powraca do Polski z podwójnym impetem. Na szczęście, jak zauważył Michał, nikt jeszcze nie wpadł na pomysł zjedzenia kurzego tatara. Na nieszczęście, żaden alkohol nie zabije wirusa, czyli nie popijać kury wódą! A o tym, że Polak potrafi nawet bez alkoholu, przekonał wszystkich Marcin Mroczek wygrywając ukraińską edycję "Tańca z gwiazdami", co niewątpliwie jeszcze bardziej zbliży do siebie oba narody. Michał zaproponował dopisać Mroczka do listy polskich towarów eksportowych, na których jest już wódka, kiełbasa i sezamki. A w rolę sprawozdawców ukraińskiego finału jak zawsze wbrew swojej woli wcielili się Piotr Gąsowski i Nelly Rokita.
Na koniec było o kolaboracji Antyradia z Machiną, która przy pomocy ciała Edyty Górniak postanowiła tchnąć ducha w warszawską Syrenkę, niegdyś najbardziej rozpoznawalny element miasta, który dziś przegrywa ze Złotymi Tarasami i palmą na rondzie DeGaulle'a. Michał idąc tym tropem zaproponował, by w Nike wcieliła się Ewa Sonnet, króla Zygmunta upodobnić do Kazimierza Marcinkiewicza, gdańskiego Neptuna zastąpić Krzysztofem Putrą, z tym, że tylko ten pierwszy ma prawdziwe jaja, a rolę globusa na krakowskim dworcu przejął Przemysław Gosiewski. Ten od sushi z borowikami.