Dwóch facetów babrających się w fatałaszkach, zdecydowanie babskich, to musi być niecodzienny widok. I to kto!? Nasi dzielni maszyniści – Przemek 'Jah Jah' Frankowski i 'Vito' Wituś Odrobina!
Fakt, nie robili tego z własnej woli. Niejako zostali zmuszeni przez... ostatnią, wrześniową Machinę, w której jest zamieszczony artykuł o gorsecie. Ten kultowy element damskiej bielizny, znany kobietom już od końca XIV wieku, zapłodnił ich do poruszenia tematu na antenie, a przy okazji podyskutowania trochę o ciuchach – tych damskich i męskich. Tym razem, było więc nie filmowo – jak nakazuje tradycja piątkowych wydań Antyradio Machiny, a... szałowo. Nie należy jednak tego terminu brać dosłownie, gdyż nie o pokazach haute couture było. To nie kolekcje wielkich ośrodków mody z Mediolanu, Nowego Jorku, Paryża czy Londynu, nawet te użytkowe, a nie artystyczne oglądane na pokazach, były przedmiotem zainteresowania maszynistów. Tamte są niejako niepowtarzalne, wielce ekskluzywne i na wielkie okazje, a maszyniści zajęli się raczej tymi codziennymi i powtarzalnymi...
Okazuje się, że kierunek światowej modzie strojów – przynajmniej w kraju nad Wisłą – nadają producenci chińscy. To oni decydują o tym, co nosi ulica. Rezultat jest taki, że wszystko jest w jednym fasonie, powielane w niesamowitych ilościach. Zmieniają się tylko obrazki na T-shirtach, nieraz kolory - sukienek, spódnic czy spodni. Nie ulega najmniejszej wątpliwości: polski rynek zalewa ‘chińszczyzna’. Ubrania ‘made in China’, głównie tekstylia, można kupić wszędzie. Są to produkty tanie, kuszące atrakcyjną ceną, w zasadzie przez wszystkich akceptowane, ale – nie oszukujmy się – tandetne. A poza tym... taka unifikacja nie każdemu pasuje, wyjątkowo uczulona na nią jest szczególnie płeć piękna. Nic chyba gorszego dla kobiety, niż spotkać na ulicy drugą niewiastę ubraną w identyczną kieckę, bluzkę, czy spódnicę. A już nie daj Bóg, minąć się lub siedzieć naprzeciwko siebie w metrze czy innym środku komunikacji miejskiej.
Pod te - mniej lub bardziej powtarzalne - ciuchy, kobiety zakładają zazwyczaj bieliznę. W ten sposób dochodzimy do sedna sprawy, chociaż – jak się okazuje - nie do końca przedmiot rozważań maszynistów – kultowy gorset - jest schowany pod odzieżą. W dzisiejszych czasach nieraz stanowi ubranko wierzchnie, bywa, że i... ‘służbowe’. Burzliwa jest bowiem historia gorsetu. Formy, fasony, materiały z jakich się je wykonuje, ulegały zmianie na przestrzeni wieków – zgodnie z lansowanym ideałem piękności i nakazami mody, którym kobiety oddają się bezgranicznie od zarania dziejów. Bywały więc w miarę luźne, mniej lub mocniej usztywniane, na szerokich lub wąskich ramiączkach, sznurowane na plecach mniej lub bardziej ciasno, wydłużone w talii, sięgające bioder... Można tylko sobie wyobrazić, jakie katusze musiały znosić nasze praprababki, ściskając się gorsetem tak mocno, aby osiągnąć w talii obwód 47 centymetrów. W czasach wiktoriańskiej Anglii, dzisiejsze misski, mając w talii 60, 70 centymetrów musiałyby uchodzić za niezłe grubaski. Dobrze, że znalazł się człowiek, który położył koniec tym gorsetowym torturom, zostawiając kobietom wybór: nosić czy nie nosić. Był nim Paul Poiret, wielki kreator mody z Paryża z początku XX wieku. Jemu to kobiety zawdzięczają, że mogą, ale nie muszą nosić gorsetu.
Zanim stały się elegancką częścią bielizny i symbolem... lekkiej perwersji seksualnej, gorsety spełniały ważną rolę społeczną, szczególnie w pewnych epokach. Miały uwydatniać biust, podkreślać i wysmuklać talię, spłaszczać brzuch. Były także nieraz oznaką ‘zniewolenia’ – zdarzało się, że pan i władca wiązał żonie rano gorset, a wieczorem sprawdzał, czy nikt nie ‘poprawiał’ sznurówki. Dzisiaj gorsety są na porządku dziennym i wypełniają rolę silnego fetyszu. Idealnie dostosował się do tego ‘wymogu’ handel, oferując setki wzorów i fasonów, na każdą okazję i w każdej cenie. Pełną piersią mogą oddychać już... wieloryby (nie tylko kobiety), którym swojego czasu groziła niemalże zagłada z powodu fiszbin, zalegających w ich paszczach, używanych do produkcji tego elementu bielizny. Z powodzeniem zastąpiły je inne wynalazki z tworzywa sztucznego.
Jah Jah ubolewał nad niesprawiedliwością i jawną dyskryminacją mężczyzn. Niewiasty ponoć mają dobrze – mają gorsety, pończochy, szpilki i wiele innych elementów ubrania, które można zaliczyć do kultowych. Niejako ma rację... Kobiety rzeczywiście przyjmują wyjątkowo roszczeniową postawę, założą na siebie każdy męski ciuch – spodnie, koszulę, garnitur (zwany w damskim wydaniu ‘spodnium’), krawat, kapelusz. A co w stroju męskim może być kultowe? Tylko skórzana kurtka czy tylko męski parasol i męski portfel?
Nie ma sytuacji bez wyjścia. Mężczyźni mogą przejąć od kobiet typowo babskie... koszule nocne. Nasi pradziadkowie w takich sypiali, zakładając jeszcze na głowę szlafmycę ozdobioną pomponem lub kutasikiem, chociaż niekoniecznie było to związane z kultem i kanonami mody męskiej.