...Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia. Albo odwrotnie, bo przecież każdy, komu przyszłoby zabrać głos w dyskusji opowiedziałby się zgodnie ze swoimi upodobaniami i tym, co mu w duszy gra. Dopiero w zależności od tego, można byłoby pokusić się o jakieś zdecydowane stwierdzenie, które ze świąt bardziej nam pasują. Taka dyskusja o ‘wyższości tych nad tamtymi’ toczy się przynajmniej raz w roku (i od niepamiętnych czasów) na różnych forach i na stronach mniej lub bardziej poważnych czasopism. Nie mogło więc zabraknąć jej i wśród biesiadników stołu z powyłamywanymi nogami.
Dzisiaj odcinek bezgostny, czasu mnóstwo, żeby sobie poblablać jak nadchodzące święta spędzić, korzystając z okazji, że wiosna zapanowała już pełną gębą i możliwości jako i pomysłów spędzenia tych kilku wiosennych dni jest wiele. Wybór należy do nas, czy będzie to tradycyjnie – w sensie przy stole (zazwyczaj suto zastawionym po czterdziestodniowym poście), wśród najbliższych i przy telewizorni, czy też niestandardowo – z daleka od jajka w święconce, pisanek i kraszanek, mazurków i bab, czyli całego tego obżarstwa i hołdowania tradycyjnym zwyczajom.
Podróże kształcą – te bliskie i dalekie i machnąć się gdziekolwiek w okresie świąt, to już jest zasadniczo niezły pomysł, nawet dla tych, którym święta z całą ich oprawą podobają się i nie widzą powodu, aby coś w nich zmieniać. Weźmy taki wypad w góry. Można połazikować sobie trochę, rozkoszując się jednocześnie ładną pogodą i krajobrazami niezwykłej urody, można także pojeździć na rowerze (przygotowanym do tego rodzaju wycieczek wraz z nadejściem wiosny), można także założyć na nogi narty i zrobić z nich użytek, bo chociaż to już wiosna, to zimowe okoliczności przyrody gdzieniegdzie jeszcze nie zanikły. Niektórzy biesiadnicy najchętniej oddaliby się w tych dniach spacerom brzegom morza lub... żeglowaniu – ale niekoniecznie po mazurskich jeziorach, a raczej po ciepłych morzach na innych kontynentach.
Wielkanoc jako święto obchodzi się na całym świecie, ale świąteczne zwyczaje z nią związane wyglądają w różnych miejscach globu bardzo różnie. Warto je chyba podpatrzeć, aby przekonać się, że nieraz jest w nich coś wspólnego z polską tradycją. Koszyczki (lub kosze) ze święconką z jajem w roli głównej to typowo polski ‘wynalazek’, tak samo jak piękne pisanki i kraszanki, ale wszystko wskazuje na to, że w dyskusji nad spędzaniem świąt wielkanocnych - w sposób konwencjonalny, czy też niekonwencjonalny - od jaja nie ucieknie się. Ten symbol ‘wszelakiego początku’, nowego lub odradzającego się życia, jest obecny i w innych kulturach i w innych krajach... tyle że w trochę innej postaci. Najczęściej są to jajka czekoladowe i nie w koszyczku, a chowane gdzieś w krzaczorach w ogrodzie lub lesie, albo w różnych zakamarkach w domu.
Blablając o świętach wielkanocnych, nie sposób nie wspomnieć o Lanym Poniedziałku, mocno zakorzenionym w polskiej tradycji tychże. Dla wielu śmigus – dyngus jest niezbyt miłym ich elementem, ale prawdę powiedziawszy, konia z rzędem temu, kto przyzna się, że lubi być zlany wodą od stóp do głów, szczególnie wtedy gdy jest akurat daleko od domu i nie ma możliwości przebrać się w suche ubranie. Żadna przyjemność w rzeczy samej, chociaż w przypadku płci pięknej (głównie ona jest przedmiotem i obiektem działania różnych ‘lejków’) wylanie na dziewczynę wiadra wody świadczy o jej... powodzeniu. Niedostatecznie oblane mogłyby poczuć się niezbyt fajnie, dlatego poddają się tym ‘końskim zalotom’... z upodobaniem. Nieraz nie mają innego wyjścia, chociaż zawsze znajdzie się... wyjście z sytuacji. Wybrankę serca można od razu wstawić pod prysznic lub skropić ‘perfumą’ – najlepiej dobrą, markową. I tradycji stanie się zadość i prezent w postaci zacnego pachnidła sprawi przyjemność.
O tradycjach, obyczajach i zwyczajach wielkanocnych, o tym czy święta spędzać konwencjonalnie czy przełamać się i konwencję wyłamać, można byłoby rozmawiać niemalże w nieskończoność. Ale nic nie może wiecznie trwać i pora tę dyskusję zakończyć. Zawsze można przysłuchać się jej jeszcze raz – wystarczy kliknąć TU.