Wieki temu, jeszcze w głębokiej starożytności, wymyślili go Grecy. Rozwijał się na przestrzeni tysięcy lat, ulegał najróżniejszym przeobrażeniom, przeżywał wzloty i upadki, ale jest. Przetrwał do dzisiejszych czasów i nic nie wskazuje na to, aby jako sztuka i jedna z form rozrywki dla gawiedzi przestał istnieć. T - jak teatr.
Niektórzy uważają spotkanie z Melpomeną i wyjście do teatru za najprzyjemniejszy sposób odchamiania się (nie bójmy się tego słowa!) oraz świetną okazję i sposobność miłego spędzenia czasu. O wiele przyjemniejszą niż kino i film, albo też książka. Zarówno jedno, jak i drugie też do wypróbowanych odchamiaczy należy, ale – nie da się ukryć – w kulturalnej hierarchii oba te ‘zjawiska’ stoją wyżej niż teatr. Wyżej pomimo specyficznej magii i klimatu, jaki niesie za sobą obcowanie ze sztuką teatralną, którego za chińskiego luda nie doświadczy się siedząc w multipleksie. Statystycznie rzecz ujmując, do teatru nie chodzi się tak często jak do kina, ale może nie ma się czemu dziwić. Kino z natury rzeczy jest prostsze w zorganizowaniu, tańsze i bardziej dostępne. Lepsze wyniki osiąga się także w czytaniu. I nie chodzi oczywiście o czytanie mniej lub bardziej kolorowych pism, gdzie więcej skandalizujących fotek, niż tekstu.
Dzisiaj o jednym z takich przybytków kulturalnych, w którym nie tak często, ale jednak bywa się i miło spędza czas, dużo było przy stole z powyłamywanymi nogami. Dużo za sprawą gościa Pawła, który przyjął zaproszenie na spotkanie i przybył do studia AR przy Żurawiej. Był nim dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Rozrywki w Chorzowie – Dariusz Miłkowski, postać wybitnie zasłużona na polu teatralnym, a przy tym głęboko doświadczona w tym co robi. Nie ma w tym krzty przesady, fakty mówią same za siebie. Dzisiejszy gość biesiadników zgromadzonych przy stole nóżek pozbawionym chorzowskim przybytkiem kultury kieruje i w ryzach wszystko utrzymuje już dwadzieścia pięć lat – to po pierwsze, nieobce są mu nagrody i wyróżnienia, otrzymywane z różnych rąk i z różnych powodów – to po drugie.
W gabinecie nie ma typowego dyrektorskiego biurka z szufladami, bo zazwyczaj nie ma potrzeby i nie miałby czasu przy takim meblu siedzieć. Na jego głowie jest wszystko co dotyczy teatru. Wszystko od A do Z. Pilnuje spraw organizacyjnych i administracyjnych, troszczy się o aktorów i pozostałych pracowników, przejmuje się repertuarem – bieżącym i przyszłym (szczególnie z tym planowanym na ‘zaś’ jest nieraz mnóstwo roboty i zachodu), dogląda pracowni technicznych. Ciągle gdzieś biega, a jedynym momentem kiedy przysiądzie, jest… spektakl w teatrze. Siedzi wtedy na schodach widowni. Z takiego miejsca najwygodniej zerwać się, aby w razie czego ‘łatać’ lub naprawiać coś, co nie zadziałało jak należy…
W chorzowskim Teatrze Rozrywki grają dużo, nieraz latami. Niektóre sztuki schodzą z afisza po ponad stu przedstawieniach, ale są i takie które wiszą na nim prawie dziesięć lat! Rozstają się ze sceną tylko dlatego, że lepiej zostawić za sobą żal i niedostatek, niż robić podmianę aktorów… na młodszych. W stałym repertuarze, którego główny nurt stanowią widowiska muzyczne i musicale, teatr ma obecnie siedemnaście tytułów. Każdy może znaleźć dla siebie coś interesującego. Dyrektor Miłkowski szczególnie poleca dwa ostatnie ‘sukcesy’: Oliver! i Producenci. Stanowią doskonałą zabawę bez względu na to, czy ogląda się je z pierwszego rzędu, czy też z ‘jaskółki’…
Dzisiejszy Blat można odsłuchać ponownie. Nagranie dostępne jest TU.