Na przystawkę było carpaccio z łososia, z dodatkiem avocado i kaparów, polane octem balsamicznym i obsypane drobno pokrojonym jajkiem, ugotowanym na twardo. A co było daniem głównym tego wydania Gastrofazy? Hmm... Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że był nim dzisiejszy gość Pawła, człowiek cieszący się ogromną popularnością, znany wszem i wobec, chociaż raczej nie jako Ryszard Rembiszewski, a jako Pan Lotto.
Trudno go nie znać. Jest posiadaczem bardzo charakterystycznego głosu, rozpoznawalnego przez miliony Polaków od morza do Tatr, którzy kuszą los i wierzą, że wielka wygrana – magiczna ‘szóstka’ w lotka – będzie ich udziałem. Ryszard Rembiszewski już od ponad dwudziestu lat pokazuje się dwa razy w tygodniu na szklanym ekranie, prowadząc losowanie Toto Lotka i zamieniając nielicznych swoich sympatyków w krezusów. Chociaż ociera się o miliony, z milionerami niejednokrotnie rozmawia, a generalnie przy każdym losowaniu ogromne pieniądze wypuszcza w świat (dla niektórych są to wręcz niewyobrażalne kwoty), to sam wygrał do tej pory... zaledwie trochę ponad 100 złotych. Czyżby sprawdzało się tutaj powiedzenie, że szewc bez butów chodzi...?
Okazuje się jednak, że nie wszyscy, do których szczęście uśmiechnęło się, swoje wygrane miliony odbierają, ale chyba dlatego, że nie wiedzą, iż zostali milionerami. Trwają właśnie poszukiwania człowieka, który w lipcu, w Michałowicach – małej wsi pod Białymstokiem, wygrał ponad siedem milionów złotych i nie zgłosił się po odbiór nagrody. We wsi wielkie podniecenie, sensacja i spekulacje, kto został tym szczęśliwcem. A mógł zostać nim każdy, kto w tym czasie był w Michałowicach. Tego dnia bowiem, we wsi odbywały się regaty na Zalewie Siemianówka i w okolicy było dużo ludzi.
Smaku tej wygranej nikt jeszcze nie poczuł, natomiast w Gastrofazie można było poznać ulubione smaki Ryszarda Rembiszewskiego, który przybył do studia na ten temat porozmawiać. On sam smaków szuka choćby na końcu świata. Lubi podróżować i z każdej podróży zawsze jakieś miłe wrażenia smakowe przywiezie ze sobą do kraju. Kawałek świata zwiedził, ale nie wszystko, co chciałby zobaczyć, już widział. Marzy mu się podróż na Daleki Wschód – do Chin i Japonii, chciałby wyskoczyć na Kubę – wyspę, jak wulkan gorącą, a także na Maderę. Ma też takie swoje ulubione miejsce w Polsce, gdzie zawsze jeździ z największą przyjemnością. To mała miejscowość Narewki na północno-wschodnim krańcu Polski, w Białowieży. Lubi obcować z przyrodą i lubi... owoce lasu. Jak sam przyznaje, ma fioła na punkcie grzybów. Zajada się nimi w każdej postaci. Do dziś ulubionym smakiem jego dzieciństwa jest wigilijna zupa grzybowa, gotowana przez jego mamę oraz barszcz czerwony z uszkami z farszem grzybowym. Poza grzybami uwielbia polędwicę z kiełkami w sosie ostrygowym, którą raczy go nieraz jego partnerka życiowa.
Ryszard Rembiszewski jest znany z tego, że bywa – w sensie na salonach. Jest aktywną postacią kulturalno-towarzyską i nieraz ociera się o highlife warszawski, próbując przysmaków na przyjęciach i bankietach serwowanych. Sam też bardzo lubi stanąć przy kuchni, z łatwością przygotowuje przystawki, mięsa, dania warzywne. Jednym z jego popisowych dań są pomidory z octem balsamico i miodem. Zmuszony okolicznościami, potrafi zrobić ‘coś z niczego’. Do dziś jego niespodziewani goście z Anglii pamiętają niesamowity smak... chleba ze smalcem i ananasem na wierzchu. Z tych trzech składników przyszło kiedyś Ryszardowi Rembiszewskiemu skomponować zagryzkę. Nic innego w lodówce nie znalazł...