Można powiedzieć, że mocno jest z nimi identyfikowana, szczególnie tymi, które rozlały się w naszym pięknym kraju nadwiślańskim. W końcu... trzy powieści jej autorstwa – każda z ‘rozlewiskiem’ w tytule - swoje robi.
Już pierwsza – Dom nad rozlewiskiem, będąca jej debiutem literackim, stała się bestsellerem. Przyniosła jej rozgłos i popularność, przysporzyła czytelniczek i czytelników (sic!) – chociaż przez wielu uważana była za typową powieść ‘babską’. Z półek księgarń rozchodziła się jak świeże bułeczki. Wkrótce powstał drugi tom tej sagi rodzinnej – Powroty nad rozlewiskiem, a następnie trzeci – Miłość nad rozlewiskiem, bo przecież... ‘Boh trojcu lubit’. Lubi, ale nie to zaważyło na jego napisaniu. Kontynuacji powieści domagały się czytelniczki, których serca podbiła ‘historia z życia wzięta’, mogąca przytrafić się każdej z nich, a tym samym niewydumana, naturalna i pozbawiona sztuczności. Autorka ‘rozlewisk’ dopóty igrała z uczuciami krytyków, a przede wszystkim zaczytanych w niej pań, że... doigrała się. Bestsellerowy Dom nad rozlewiskiem wpadł w oko filmowcom i okrzepnie serialem telewizyjnym. Przygotowania do pracy na planie filmowym są bardziej niż daleko posunięte i tylko patrzeć, jak padnie pierwszy klaps. Widzowie zobaczą trzynaście odcinków filmu, a będzie to zaledwie mniejsza część książki, której autorka – Małgorzata Kalicińska przycupnęła dzisiaj przy stole z powyłamywanymi nogami, przyjmując zaproszenie Pawła do udziału w programie i stając się ‘żerem’ jego i słuchaczy.
Wątek ekranizacji powieści - postępu prac nad serialem, doboru aktorów i innych tego rodzaju kwestii, był zaledwie jednym z wielu poruszanych. Gościówa postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód przepytywana była przez wścibskie wiedźmy (termin z pozoru dziwaczny, zupełnie jednak nieobcy dla tych, którzy książkę znają lub słuchali poprzednich odcinków programu z jej udziałem – przyp. agrafka) na różne okoliczności, choćby odbywanych podróży, gustów muzycznych i ostatnich fascynacji w tym względzie, czy też krytyki. Wzięta na spytki, odpowiadała i uchylała krok po kroku rąbka tajemnicy. Co z tego wynikło? Ano chociażby to, że rozlewisko znane z jej powieści nie jest jedynym, którym jest omotana. Są jeszcze takie dwa!
Jedno, zdecydowanie większe ‘bajoro’, mające w jej życiu duże znaczenie ostatnio, jest bardzo daleko od pięknego kraju nad Wisłą. Położony na jego brzegu jest Ulsan, port południowokoreański, do którego Małgorzatę Kalicińską rzuca od czasu do czasu. Tam właśnie, przy boku pewnego... łabędzia (człowiek jest stworzony do życia w parach jak te piękne ptaki), gościówa Pawła wiedzie część swojego życia osobistego. Dziewięć tysięcy kilometrów stąd prowadzi żywot kobiety poczciwej. Gotuje rosół, zasala śledzie, kisi ogórki, lepi prozaiczne pierogi. Klika sobie od czasu do czasu na komputerze różne miłe rzeczy (bo to bardzo lubi), jako i wypuszcza się zapewne w celach poznawczych w urocze zakątki Korei.
Pobyty w Ulsanie umiejętnie godzi z budowaniem siedliska na Mazowszu, gdzie kupiła ziemię w tym celu. Tu też za jakiś czas będzie rozlewisko – nieduży staw z obowiązkową kaczką pośrodku. Małgorzata Kalicińska wszystko ma już obmyślone w najdrobniejszych szczegółach, w sensie co i jak będzie wyglądało. To tylko kwestia czasu, kiedy będzie mogła osiąść na mazowieckiej wsi i tu wieść żywot kobiety poczciwej, kochanej i kochającej, w której mnóstwo energii, pomysłów na życie, poczucia humoru, a przede wszystkim dystansu do siebie samej i swoistej, autentycznej radości z powodu wieku, jaki osiągnęła. Dla niejednej młodej duchem, z ‘piątką’ na początku (w kontekście wieku), która etap życia jako cura domestica ma za sobą, Małgorzata Kalicińska może stanowić wzór do naśladowania. I niech stanowi, bo ze wszech miar warto myśleć tak jak ona! Ach te kobitki ‘plus – minus’ pięćdziesiąt, które z życia potrafią czerpać garściami! Tylko je podziwiać.
Znowu wiele interesujących wątków audycji, o których należałoby wspomnieć w newsie, zostało pominiętych. Nic straconego – została nagrana i wkrótce będzie można ją odsłuchać. O TU.