 Spowiedzi redaktorów Antyradia ciąg dalszy. Dzisiaj do konfesjonału wielebny Tomek Kin zaprosił Pawła Lorocha - gospodarza niedzielnej Gastrofazy, wyjątkowego smakosza i dziennikarza w jednej osobie.
Kulinarny Guru antyfanów przyznał sam, że śmiało można przypisać mu parę grzechów, ot nie tylko nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Często zarzuca mu się chociażby pychę, ale... czy nie ma prawa być pyszny? Gastrofaza cieszy się dużą popularnością, a jako jej autor może mieć z tego tytułu zadowolenie i satysfakcję. To, co robi na antenie nie trafia w próżnię, albowiem znalazł wierne grono słuchaczy. Powód do pychy mogłaby stanowić także posiadana przez niego umiejętność dobrego gotowania, ale w końcu każdy może ją nabyć, trzeba jedynie otworzyć się na gotowanie, przełamać opór i spróbować nauczyć się komponować potrawy.
Jeśli chodzi o lenistwo, to trudno byłoby komukolwiek przypisać Pawłowi Lorochowi ten grzech, gdyż jest bardzo pracowity i pracuje wyjątkowo dużo.
W życiu stara się nikomu niczego nie zazdrościć, aczkolwiek... zazdrości trochę ludziom łatwości, z jaką osiągają pewne rzeczy, do których normalnie dochodzi się wytężoną i mrówczą pracą. Poza tym, zazdrości innym redaktorom Antyradia barwy głosu. Ale czy delikatny głos nie może być zaletą, szczególnie w takim nieagresywnym programie, jakim jest Gastrofaza?
Bywa gniewny, nieraz despotyczny, obraża się i puszy. W takich napuszonych stanach ducha często stosuje metodę wymownego milczenia. Pomaga.
Trafiwszy do Antyradia jakiś czas temu, Paweł Loroch nie zaistniał od razu na antenie. Początkowo miał zajmować się promocją stacji, patronatami, pisaniem promosów itd. itd. O antenie nie śnił i nie śmiał marzyć, pomimo tego, że jest z wykształcenia dziennikarzem. Szczęśliwym dla wszystkich słuchaczy zrządzeniem losu, ponad rok temu zaczął prowadzić Gastrofazę. A promocją Antyradia zajmuje się w dalszym ciągu.
agrafka & ślifka
|