Łatka feministki li tylko to stanowczo za mało, żeby od razu i bezbłędnie zidentyfikować dzisiejszego gościa Pawła, znanego skądinąd doskonale ze stron niektórych czasopism, ekranu telewizyjnego i fal eteru. Za mało, nawet jeśli doda się, że w tym co robi na rzecz kobiet jest bardzo zaangażowana – w sensie mocno wojuje. Niektórzy twierdzą, że jest najbardziej rozpoznawalną rzeczniczką ich praw, czyli inaczej rzecz ujmując - albo waląc prosto z mostu - walczy w ich imieniu o prawo do podejmowania przez nie same decyzji w sprawach dotyczących ich macicy (czytaj: aborcji), o prawo do antykoncepcji i edukacji seksualnej czy też o prawo do parytetu płci. To ostatnie związane jest oczywiście z polityką i ma na celu dopuszczenie większej liczby kobiet do pracy w naszym kochanym parlamencie.
Hmm… Kto zacz? Kto pojawił się w studiu? To Kazimiera Szczuka. To ona przyjęła zaproszenie do dzisiejszego programu, wychodząc niejako naprzeciw życzeniu biesiadników, gromadzących się zazwyczaj w każdą sobotę i niedzielę przy stole z powyłamywanymi nogami. Po grudniowej jej wizycie w AntyRadiu wciąż było im mało soczystych wypowiedzi gościówy, jej inteligentnych i błyskotliwych spostrzeżeń oraz trafnych obserwacji – tym bardziej, że grudniowa wizyta Kazimiery Szczuki w ‘paszczy lwa’ była ukierunkowana na jeden temat: festiwal filmów kobiecych w Zimbabwe. Tym razem miała pokazać się nie jako globtroterka, a jako taka – historyk literatury, krytyk literacki, dziennikarka ‘tiwi’ oraz wojująca feministka, której ‘manify’ nie są straszne, bo opanowała je do perfekcji, często praktykując w tym względzie.
Jest postacią dość kontrowersyjną i wzbudzającą skrajne emocje swoimi odważnymi poglądami na babską i inną rzeczywistość, ale czyż nie o to chodzi, żeby zawsze mieć coś do powiedzenia i potrafić poprzeć swoje opinie konkretnymi argumentami, nawet jeśli spotyka się to z miażdżącą krytyką przeciwników przedstawionych poglądów? Brawo, Jasiu – o to chodzi. Kazimierze Szczuce niektórzy wiele by zarzucili – a to chociażby, że jest cholernie złośliwa, że praktycznie krytykuje co się da i kogo się da (nie tylko twórczość literacką i filmową, którą musi recenzować dla przysłowiowej ‘bułki z masłem’), że potrafi dogryźć jak mało kto, że jej cięty język jest często-gęsto szybszy od jej myśli, że czepia się i dokopuje głównie samcom, którzy z tego powodu… wręcz obawiają się z nią rozmawiać. Wiele, ale nie to, że jest osobą mdłą i mało wyrrrazistą.
Wie czego chce i nie ma żadnych zahamowań, żeby o tym mówić. Zresztą do mówienia, sporu i refleksu w dyskusji została niejako przyuczona i… musi być konsekwentna w swoim działaniu. Tu należy obowiązkowo wspomnieć, że Kazimiera Szczuka jest uczennicą prof. Marii Janion (też feministki przy okazji). Ta wspaniała postać jest dla swoich wychowanek absolutnym autorytetem. A jak krytyczka znosi krytykę skierowaną w swoją stronę? Znosi, ale… nie od wszystkich, bo nie liczy się z opinią każdego. Bez znaczenia są dla niej także komplementy typu, że jest sexy i bardzo słodka - należy przyznać w pełni uzasadnione. Spływają po niej jak woda po kaczce i nie sprawiają jej najmniejszej przyjemności. Pełna obojętność w tym względzie.
Dużo się wydarzyło w dzisiejszym odcinku Blatu, ale nie sposób o wszystkim napisać. Jedyne wyjście z sytuacji, to odsłuchać dzisiejszy odcinek ponownie. Nagranie będzie dostępne wkrótce TU.