 Swoją obecnością zaszczycił dzisiaj studio Gastrofazy były antyradiowiec, ex-współprowadzący swojego czasu wielce kontrowersyjny program o zbereźnych treściach.
Chodzi oczywiście o Antykoncepcję i Jacka Kaczyńskiego. On był właśnie gościem Pawła we wtorkowy wieczór. Wpadł na chwilę – ot, zaledwie na dwie godzinki – wielce stęskniony za AntyRadiową konsoletą i mikrofonem. Tym razem niczego nie prowadził, a opowiadał o smakach swojego życia, których doznał – pomimo młodego wieku – mnóstwo. Należy przyznać, momentami bardzo wyrafinowane i pociągające to smaki.
Na swojej wizytówce mógłby kazać wydrukować: dziennikarz, prezenter, producent i konferansjer. Próbował każdego z wymienionych zawodów. Przez ponad dwa lata prowadził razem z Magdą Łukawską Antykoncepcję – program, który nie cieszył się (sorry, taka prawda) zbyt wielką popularnością wśród AntyFanów, ale niekoniecznie z powodu jego formuły czy osoby jego gospodarza. Pamięta do dziś, jak był (nie)doceniany przez fanów... W branży medialnej działa już 15 lat – wynika to z tego, że zaczął bardzo wcześnie, jeszcze jako nastolatek. Poza radiem, udzielał się bardzo mocno w telewizji. Jest twarzą wielu programów i kanałów, ale na tym polega jego praca: żyje ‘od projektu do projektu’, pełniąc różne w nich funkcje – producenta, reżysera, prowadzącego. W takim samym stopniu, jak stałym słuchaczom AntyRadia, znany jest widzom telewizyjnym, którzy pamiętają go z Amazonek, Łysych i blondynek, Gladiatorów, Czułych drani. W tym ostatnim przypadku, z końcowych napisów, stanowiących, że jest twórcą programu. Niektóre audycje – szczególnie reality shows – były dla niego poważną szkołą dziennikarską i szkołą życia w ogóle.
Jacek Kaczyński ma świadomość, że jest rozpoznawalny, a przez to popularny. Z premedytacją wykorzystuje nieraz ten fakt. ‘Ten, ten... z tego, tego’ ma naprawdę łatwiejsze życie, gdy przyjdzie załatwić mu sprawę w urzędzie lub zrobić zakupy w sklepie. Niektórzy sprzedawcy noszą mu nawet ochoczo wypełnione zakupami siaty do samochodu (sic!). Hmm... co najmniej dziwaczna lub liżołapska maniera, ale skoro Jacek Kaczyński ją akceptuje, to niech dźwigają za swojego idola. Uznanie można wyrazić w każdy inny sposób. Nie ma człowieka, któremu nie sprawiłoby to przyjemności, bez względu na to, czy jest się znanym gwiazdorem, dziennikarzem, czy też zwykłym, tuzinkowym szarakiem. Z oznakami wysokiej oceny swojej pracy Jacek Kaczyński spotyka się często. Już chyba do tego przywykł. Nigdy nie robił niczego dla nagrody – robił po prostu ‘swoje’, a nagroda i tak (sama) do niego przychodziła. Nieraz wystarczą mu miłe słowa uznania innych znanych ze świata mediów, chociażby Tomasza Raczka...
Ubóstwia podróże. Zaliczył Daleki Wschód, kawał Europy, w wyśnionej i wymarzonej przez niektórych Ameryce był parokrotnie. Na kolana rzucił go Nowy Jork, a szczególnie Times Square. Nigdy wcześniej, ani nigdy później żadne inne miejsce na świecie nie wywarło na nim takiego wrażenia. Z podróży przywozi różne smaki – także kulinarne, chociaż – jak twierdzą niektórzy inteligentni i uszczypliwi dziennikarze – szczyt doznań i satysfakcji kulinarnych daje Jackowi Kaczyńskiemu poczciwy mielony. Coś w tym musi być, skoro najważniejszym sprzętem kuchennym jest dla gościa Pawła nie blender, garnek czy patelnia, ale urządzenie do przygotowywania kawy. Rzeczywiście, dużo przy nim nagrzeszyć nie można.
Jest bardzo romantycznym i sentymentalnym człowiekiem. Często miewa mokre (od wzruszeń) oczy. Na filmach płacze i nie może patrzeć na krzywdę dziecka. Już teraz zamartwia się o swoją pięcioletnią córeczkę (czy wszystko jej w życiu wyjdzie) i nienawidzi swojego przyszłego zięcia. Wygląda na to, że jemu w życiu wszystko się układa i wszystko wychodzi tak, jak on chce. Nie ma parcia, żeby posiadać i mieć, a... ma, nie zabiega o sławę, a... jest popularny, lata biegną, a... on czuje się cały czas jak osiemnastolatek. Zawsze chciał być Piotrusiem Panem i... jest nim.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie www.gdziezjesc.info/gastrofaza.htm. |