Już wakacje więc i w Antyradiomachinie tematy po trosze wakacyjne. JahJah przedstawił najgorszą z mód wakacyjnych, która rozprzestrzeniła sie po Polsce. Chodziło mu o piwo z sokiem, na dodatek ze słomką i w plastiku. Słuchacze wyjaśniali, że chodzi o osy i pszczoły. Po prostu przez słomkę owad nie zostanie wypity.
Było o akcji Ministerstwa Pracy w szkoleniu bezrobotnych, która kosztowała ok.8-9 mln PLN. Jak się okazało w całym kraju skorzystało aż 2 (słownie: dwóch) bezrobotnych. Jak podsumował Vito, niezła pensja na osobę wychodzi.
Ciekawa okazała się konkluzja, że rolę Ministerstwa Edukacji przejmują polskie seriale. Taki Paweł Zduński z "M jak Miłość" nawet po upiciu się, grzeszy poprawnością i jedyne co usłyszymy to burdel oraz tyłek. Często głoszą swoje kwestie tak, jakby oglądał ich półgłówek. A to mówią "dziś sobota , dziś nie ma szkoły" albo podnosząc szklankę "teraz piję herbatę". Vito stwierdził, że to na potrzeby niedowidzących i słabowidzących właśnie takie kwestie są pisane. Ale wg. mnie prowadzący przegieli mówiąc o Alicji Tysiąc, że to dla Niej właśnie, żeby nie skarżyła państwa tylko mogła rodzic kolejne dzieci. Potem prowadzący wcielali się na antenie w różne postacie z kultowych polskich seriali.
JahJah rzucił w eter pomysł zorganizowania słuchowiska "M jak Machina" co w stylu rodziny Matysiaków, ale bardziej przygodowy niż obecne seriale. Pierwszy odzew był bardzo ciekawy i prezentował osoby występujące: ojca mającego dziwną chorobę-lęk przed telefonami, jego syna mającego obiekcje czy ma się śmiać z ojca czy mu pomagać oraz siostry ojca, która wypija tylko płyny o nazwie Lech, gdyż Jej zmarły mąż miał właśnie Lech na imię.Chłopcy chcieliby też, aby serial ten demaskował choroby społeczne jak homoseksualizm. Bo przecież jeden gej we wsi musi być, na dodatek może on popalać trawkę. Dalej Vito się zapędził, że i ksiądz może popalać trawkę w kadzidle, przez co wszyscy wierni też.
Kolejna sprawa dotyczyła tajemniczego zniknięcia 6,5 mld funtów z wysp brytyjskich. Chodzi dokładnie o banknoty 50-cio funtowe, które w Anglii są mało popularne, wręcz czasami trudno je upłynnić w sklepie. Najprawdopodobniej to nasi rodacy wywożą je z wysp i przywożą do ojczyzny, gdzie bez problemu wymieniają w kantorach.