Koniec roku tuż-tuż, a więc nadszedł czas by staruszka podsumować i lekuchno rozliczyć. Każdy tak robi, w sensie bierze się za bary z tym, co minęło i co się wydarzyło przez ostatnie dwanaście miesięcy, by odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki właściwie był ten rok - dobry, czy zły? Co się w nim udało, a co nie wyszło? Poza włosami oczywiście…
Skoro końcówka roku to tradycyjny czas podsumowań, nie mogło ich zabraknąć w ostatnim tegorocznym spotkaniu przy stole z powyłamywanymi nogami. Jedno można powiedzieć: nie był to czas bezpłciowy dla Blacika, nie był mdły i pozbawiony wyrazu – o nie! Wiele się wydarzyło przez dwanaście miesięcy mijającego roku, w każdą jego sobotę i niedzielę, gdy konsoletę we władanie przejmował nasz niestrudzony poszukiwacz smaków wszelakich. Przede wszystko, studio AntyRadia przy Żurawiej 8 odwiedziło dziesiątki gości – ze świata szołbiznesu i mediów, z desek teatralnych i ekranów filmowych, z kuchni mniej lub bardziej znanych (i uznanych) restauracji, ze świata literatury mniejszego lub większego kalibru. Nie zabrakło wśród nich ludzi wyjątkowych i zadziwiających, porywających niebanalnymi zainteresowaniami i zarażających swoją pasją odkrywania nowych smaków. Znaleźli się w tym zacnym gronie i AntyFani, którzy niekoniecznie z powodu szczególnego parcia na ‘sitko’ chcieli zaistnieć na antenie i pokazać się światu, co raczej z chęci podzielenia się swoimi nietuzinkowymi doświadczeniami i namiętnościami.
Były śmichy-chichy, były prowokacje i wsadzanie kija w mrowisko, ale potrafiło być i poważniej – szczególnie wtedy, gdy na stół nóżek pozbawiony Paweł rzucał temat zazwyczaj salw śmiechu sobą niewywołujący. W mijającym roku, za sprawą gości i samego gospodarza postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód, udało się także biesiadnikom kawałek świata zobaczyć lub przynajmniej… poczuć. Postawili stopę i w Azji, i w Ameryce Południowej, i w Afryce – o Europie nie wspominając. Każdy znalazł to co chciał znaleźć – niektórzy przygody (bo ich szukali), a niektórzy guza… na własnej głowie.
Łatwo jest podsumować rok. Czy tak samo gładko przychodzi podsumowanie czterech lat? Hmm… Nie bez kozery to pytanie. Ostatnie w tym roku kalendarzowym spotkanie przy stole bez nóg było jednocześnie… pięćsetnym ‘razem’ za sitkiem Pawła Lorocha! Tyle się nazbierało od pamiętnego czerwca A.D. 2005, kiedy jako stuprocentowy żółtodziób usiadł po raz pierwszy za konsoletą, aby poprowadzić najsmaczniejsze pasmo eteru – Gastrofazę. Jest się czym chwalić, jest być z czego dumnym, jest co wspominać! Pół tysiąca spotkań – w programie dla tych, którzy lubią sobie pomieszać w garach, w Wakacyjnym Alfabecie Lorocha (konsekwencją którego stało się wiekopomne dzieło – Almanach AntyRadia), w All Inclusive no i teraz w Stole z powyłamywanymi Nogami. To poza nami. Przed nami… kolejna pięćsetka, czego zarówno sobie, jak i Pawłowi wierni słuchacze i AntyFani życzą z całego serca, gratulując wytrzymałości i znakomitej kondycji.
Dzisiejszy Blat będzie wkrótce możliwy do ponownego odsłuchania, gdyby ktoś miał takie życzenie. Wystarczy kliknąć TU.